czwartek, 28 lutego 2013

Denko #1

Dziś już ostatni dzień lutego, więc czas na podsumowanie moich zużyć.
Nie było ich jakoś mega dużo, ale zawsze to coś. Już mi trochę rzeczy poznikało z półek, ale muszę się pilnować, żeby nie uzupełniać zapasów. :)

 Nie zużyłam zbyt wielu rzeczy do twarzy, ale to zawsze coś ;)
1. Tonik nagietkowy firmy Ziaja, który zawiera wyciąg z kwiatów nagietka i prowitaminę B5. Wg producenta powinien łagodnie oczyszczać naskórek, doskonale nawilżać i tonizować skórę, wykazywać skuteczne działanie kojące i przygotowywać skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Ten tonik się u mnie nie sprawdził, bo po każdym użytkowaniu czułam, że moja skóra jest podrażniona, piekły mnie policzki. A dodatkowo uważałam, że przesusza mi skórę. Nie jest to drogi produkt, ale myślę, że następnym razem wolę dołożyć parę złotych i mieć coś spełnia swoje działanie. Bo ten tonik to u mnie ścierał resztki podkładu z twarzy.
2. Odświeżający krem na dzień od Nivea, o spf 8. Niestety nie mam pudełeczka, a nie pamiętam już co oferuje nam producent. Ale myślę, że krem spełnia swoje działanie, fajnie natłuszcza skórę, ma dość lekką konsystencję (w porównaniu do kremu na noc). Sprawdza się dobrze jako baza pod makijaż.
3. Maseczka czekoladowa nawilżająco-energetyzująca z kakao, do każdego typu cery. Z serii Let's Dance, typ Funky od Dermiki. Producent twierdzi, że efekt maseczki będzie piorunujący! I nasza skóra będzie gładka, promienna i pełna energii. Faktycznie zaraz po spłukaniu czułam gładką skórę, przez te 15-20min, gdy miałam maseczkę na twarzy czułam zapach kakaa, który był bardzo przyjemny i utrzymywał się jeszcze trochę po spłukaniu. Uważam, że to naprawdę fajna maseczka.
4. Pomadka ochronna perlglanz od bebe, ma fajny zapach, usta wyglądają po niej bardzo fajnie, nawilża je i nadaje lekki perłowy kolorek.
5. HydroBalance, Starazolin - kropelki do oczu, które pomagają mi nawilżyć przesuszone spojówki.
6. Nieśmiertelna wazelina od Oriflame, dobre nawilżanie, fajny kolorek, jedynie nie pasuje mi zapach. Ale to rzecz gustu :)

Coś dla twarzy
 1. To olej migdałowy, który używałam przez pewien czas zamiast balsamu, który natłuszczał moje ciało. Niestety jakiś czas temu mi się przeterminował (a, że przez pewien czas go nie używałam to tego nie zauważyłam), gdy chciałam do niego powrócić powalił mnie jego zjełczały zapach. Dość długo się wchłania, ale bardzo dobrze działa na przesuszoną skórę! Polecam!
2. Żel pod prysznic od bruno banani serii Magic Woman, bardzo przyjemny zapach, w połączeniu z balsamem, długo utrzymywał się na ciele. Wygrzebałam go z koszyczka w łazience, nawet nie wiedziałam, że go mam!
3. Body Lotion, również od bruno. Ładnych zapach, szkoda, że miałam go tak mało. Naprawdę przyjemny. Nie za ostry, nie za słodki. Taki idealny.
4. Balsam od Burberry, zapach dość uniwersalny, taki kremowy? Nie wiem jak to określić. Przyjemny. Konsystencja trochę rzadka.
5. Maska do ciała z Minerałami z Morza Martwego z serii Planet Spa od Avon, dość brudzący produkt. W czasie jego stosowania nie tylko ja byłam ubłocona maską, ale też prawie cała łazienka. Nic czego nie można domyć, ale mimo wszystko, albo ja jestem taką sierotą, że o wszystko się dotknę. Niby duże opakowanie, ale wystarczyło mi tylko na 5 zastosowań. Nie wiem czy to dużo czy mało przy tych produktach, bo to był mój pierwszy. Raczej już nie skuszę się na tą maskę, ale nie wykluczam, że jeszcze coś z tych serii kupię.
6. Balsam z zimowej edycji od Pierre Cardin, nie wiem jak znalazł się w moim posiadaniu, nie wiem też ile leżał na półkach. Ale data przydatności była jeszcze dobra, więc go użyłam. Trochę wodnisty, ale przyjemny na zimowe wieczory.
7. i 8. Balsam i żel pod prysznic Innamorata Blumarine, które znalazły się w styczniowym glossyboxie. Przyjemny zapach, dobra konsystencja. Ale cena jaką zobaczyłam na ulotce była oszałamiająca, w życiu bym za to tyle nie zapłaciła. Mimo wszystko fajnie było spróbować czegoś nowego.
9. Mleczko przeciw wysuszaniu skóry od L'oreal, mleczko jak mleczko, nawilża, nie wysusza, praktycznie bez zapachy, konsystencja trochę dla mnie za rzadka. Ale mam jeszcze jedno opakowanie, które właśnie zaczęłam używać i w tym drugim konsystencja jest lepsza. Nie wiem od czego to zależy.
Coś dla ciała
 Jedynymi zużyciami od paznokci były zmywacze.
1. Z witaminą E +F, ziołowy ze skrzypem, który zakupiłam w kiosku w czasie wakacji, gdy swojego zmywacza zapomniałam z domu. Strasznie dziwny, moje paznokcie były po nim jakby całkowicie przesuszone.
2. Zmywacz bez acetonu od Isany, wolę wersję zieloną, ale jak ten kupowałam to był w promocji.
3 i 4. Lakiery pękające z wibo. Nie zauważyłam, żeby pękały.
5,6,7 i 8. Lakiery Astor, pierwsze 3 są pachnące. A cała 4 schnie wieki, dlatego postanowiłam się ich pozbyć, szkoda mi ich wyrzucić, więc podaję je dalej. Mam nadzieję, że kuzynce będą służyć lepiej niż mi.
I paznokci
 Zbliżamy się do końca.
1. Euforia, Jeden z moich ulubionych zapachów Calvina Kleina, chociaż nie mogłam się doczekać, gdy się skończy (to dlatego, że postanowiłam nie kupować Euforii Forbidden dopóki nie skończę, któregoś z obecnych perfum, a temu było najbliżej do dna). Oczywiście nie wykluczam w przyszłości ponownego zakupu.
2. Antyperspirant w kulce od Nivea, nie pod pasowała mi ta wersja wolę taką różową (teraz nawet nie pamiętam jak się nazywa).
2. Dwufazowy olejek do kąpieli Azja Spa od Bielenda,  imbir & kardamon, który miał sprawić nawilżenie + ujędrnienie, nie zauważyłam, pieni się słabo trzeba dużo nalać, ale ładnie pachnie.
3. Szampon od Schwarzkopf, również z GlossyBoxa. Fajny złotawo-pomarańczowy kolor, dobrze się pienił i był to jeden z lepszych szamponów jakie używałam w tym roku!
Pozostałe
Mam nadzieję, że was nie zanudziłam, bo post wyszedł dość długi!
Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz