czwartek, 11 lipca 2013

Benefit - początek mojej przygody.

Od pewnego czasu nosiłam się z zamiarem zakupu kosmetyków firmy Benefit. Dostęp do nich miałam jedynie w Sephorze w Poznaniu. I jakoś przez cały rok jak jeździłam do szkoły nie udało mi się nic kupić. 

Bo jak mam swój szał zakupowy to akurat dzieje się to w środku tygodnia, a nie w weekendy. Z jednej strony trochę przez to zaoszczędziłam, a z drugiej.... Ujścia w moich kosmetycznych zachciankach szukałam gdzieś indziej. 


Ceny kosmetyków Benefit w Sephorze, nie są jakieś zaporowe, jednak dość wysokie. I trochę ciężko było mi się przez to przebić.

Ale z pomocą przy takich sytuacjach przychodzi nam sam producent! Który na swojej stronie prowadzi sprzedaż i wysyła do prawie wszystkich krajów (tego to nie wiem), ale wiem, że do Polski takie wysyłki są organizowane. Jednak za taką przesyłkę trzeba zapłacić ok. 17$, chyba, że mamy kod rabatowy, który sprawia, że wysyłka jest darmowa od 90$ wydanych na produkty z ich sklepu. W innym wypadku darmowa wysyłka jest od 120$. 

Muszę powiedzieć, że 17$ za wysyłkę to naprawdę sporo. Czasem lepiej się zastanowić czy nie kupić jednego dodatkowego produktu w tej cenie i przesyłkę mieć za free. 

Ja tak właśnie zrobiłam. I szczerze to powiem, że z zakupami poszalałam. Ale na moje usprawiedliwienie powiem, że w najbliższym czasie zakupów już nie przewiduję. Trochę ten mój wstęp przydługawy, więc przejdźmy do konkretów. Więc teraz pokażę wam co znalazło się w mojej paczce i jak mają się ceny ze strony Benefitu, do cen na innych stronach i tych ze sklepu stacjonarnego Sephory.

Zawartość paczki

Na pierwszy ogień idą kremowe cienie z nowej kolekcji. Bardzo podoba mi się OPAKOWANIE! Jest śliczne i urzekające. A do tego na każdym opakowaniu jest ''adnotacja'' nazwa cienia i naprowadzający kolor na to co możemy znaleźć wewnątrz.
Kolory cieni wybrałam dość naturalne. Mam nadzieję, że się sprawdzą. Jeszcze ich nie próbowałam, ale jutro będzie jeden wielki test!
Wybrałam kolory Bikini-Tini, Bronze Have More Fun i No Pressure!

W sklepie Benefit Cosmetics kosztują one po 20$, na stronie Asos.com kosztują już 20,55€. A w naszej Sephorze ok 100zł.  Ich pojemność to 4,5g.
Creaseless Creams Shadow Bikini-Tini, Bornze Have More Fun i No Pressure!
 Drugim produktem pochodzącym z najnowszej kolekcji jest błyszczyk. W kolorze A-lister.
Delikatny różowy, który raczej wydobywa kolor naszych ust. Już pacnęłam go na swoje usta i jest to fajna kremowa konsystencja, która się nie klei i ładnie pachnie.
Cena na stronie to 17$, na Asosie obecnie brak. A ceny z Sephory nie znam (w poniedziałek będę to sprawdzę). Pojemność to 15ml.

Ultra Plush LipGloss A-lister.
 Hervana była jednym z pierwszych produktów, które zwróciły moją uwagę.
Jest to delikatny róż, który dobrze nadaje się jako puder rozświetlający. Nie mogę się doczekać, aż go wypróbuję!
Benefit 28$, Asos 31,15€, Sephora 140zł jest to cena za 10g.
Ja mam opakowanie 8g.
Hervana
 Kolejnym już ostatnim produktem jest zestaw Bronzer Hoola i róż Thrrrob. Bronzer bardzo chciałam, jednak na róż nie zwróciłabym nawet uwagi, gdyby...proste... gdyby nie cena!
Za Hoolę 8g w BC należy zapłacić 28$, Asos 31,15€, a w Sephorze ok 140zł.
Sam róż Thrrrob o wielkości 12g, w BC płacimy 28$, Asos - brak, Sephora 140zł.
Jednak za poniższy zestaw zapłaciłam 34$, więc wychodzi 17$ za sztukę.
W zestawię za 34$ może znaleźć się również podwójna Hoola.
Hoola, Thrrrob
 Zdjęcie Hooli z lampą. Niestety. Nie widać dobrze koloru, ale dzisiejsza pogoda nie daje mi zrobić dobrego zdjęcia. ( Przy okazji mój sprzęt też ma na to wpływ).
W tym zestawie znajduje się Hoola o wielkośći 11g, a nie 8g, jak w przypadku pojedynczego zakupu.
Jak pewnie większość z was wie to Hoola jest matowym bronzerem.
Hoola
 W przypadku różu jest on bardzo chłodny i delikatny. Ciekawi mnie jak będzie wyglądał na polikach. 
Opakowanie zawiera 12g, tak samo jak pojedynczy zakup.
Thrrrob
Jeśli chodzi o przesyłkę to zamówienia dokonałam 19/06, już 20tego miałam informację, że paczka wyszła. W miniony czwartek, czyli 4/07 przyszedł do mnie list polecony z Agencji Celnej, że czeka na mnie paczka do oclenia. Ale ten miły liścik odebrałam dopiero w poniedziałek 8/07 i po południu odesłałam zawiadomienie, listę zakupów i potwierdzenie płatności. A już wczoraj w skrzynce zastałam awizo na paczkę zagraniczną. 
W tym wypadku AC działał dość szybko, bo przy moim ostatnim zamówieniu z iHerb paczka na oclenie czekała dobry tydzień!
Jednak cło mnie lekko zabiło i zaczęłam się zastanawiać czy ta paczka mi się opłaciła. I szczerze powiem, że TAK! Wiem, że na raz musiałam wyłożyć sporo kasy. Np jakbym kupowała jeden produkt w miesiącu może teraz mój portfel tak by nie cierpiał? Ale wiem, że nie miałabym takiej samej radości z tylu kosmetyków! 


Co o nich myślicie?
Macie któryś z nich w swoich zbiorach? 

Pozdrawiam,
Karolina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz