wtorek, 5 sierpnia 2014

Empties #10

Witam, witam i o zdrowie was pytam!
Mam dzisiaj nadzwyczaj dobry humor. Tylko nie wiem czemu, biorąc pod uwagę godzinę, o której wstałam i godziny snu, jakie dziś przespałam powinnam być zgorzkniała do granic możliwości. A tu jest inaczej :)) 
Były zakupy teraz czas na PUSTE OPAKOWANIA. Muszę przyznać, że nad tym postem wisiało jakieś fatum, chciałam dodać go wczoraj, ale byłam tak zarobiona, że do wieczora nie mogłam zrobić zdjęć ani nic napisać. Mogłam w sumie napisać dopiero późnym wieczorem, ale wizja wstania przed 4 skutecznie mnie od tego zawróciła. A teraz, gdy chciałam wziąć się za zrobienie zdjęć to aparat zasygnalizował rozładowany akumulator. Wrr, więc tym razem post powstanie trochę z innej strony :D
Nie przedłużając ZAPRASZAM :)
Yves Rocher, hydra vegetal, nawilżające serum do twarzy, bardzo je lubiłam. Nie dawało uczucia ściągnięcia i przyjemnie się je stosowało. Jednak cena regularna jest trochę zaporowa, więc na razie się na serum nie zdecyduję. Za to wodę termalną Uriage na pewno kupię ponownie, zaopatrzyłam się w nią dawno temu, ale długo czekała na swój debiut. Jak to ja, kupiłam ją w hurcie i już nie mam. Więc muszę ponownie zamówić. Jedną butlę zużyłam w czerwcu w domu, a drugą na wakacjach. Piekielnie wydajna, jednak jak na plaży pryska się twarz co 5 minut to i wydajność na wiele się nie zdaje. Garnier, płyn micelarny muszę powiedzieć, że był dla mnie dużym zaskoczeniem, gdy na swojej drodze spotkałam płyn micelarny z L'oreal myślałam, że znalazłam swój jeden jedyny. Jednak Garnier przebił go, ponieważ po pierwsze mamy większą butlę za mniejszą cenę, po drugie jest wydajniejszy, a po trzecie nie podrażnia mi oczu.
The Body Shop, żel pod prysznic o zapachu papaya*, mały, ale pioruńsko wydajny, pięknie pachnie, dobrze się pieni i nawet nieźle nawilża. Szkoda, że z jego dostępnością kiepsko u nas, ale na szczęście mam zapasy innych zapachów. *linki do recenzji kosmetyków, o których już na blogu kiedyś wspominałam znajdują się w "nazwie" kosmetyku. Obok dość drogiego jak na Polskie realia żelu, miałam okazję sprawdzić, żel z trochę niższej półki Balea Mango Mambo, muszę powiedzieć, że ta edycja limitowana bardziej przypadła mi do gustu niż regularne żele. Ładniej pachnie, lepiej nawilża, dużo lepiej się pieni i nie wysuszał mi skóry.  Jestem jak najbardziej na tak. Szkoda, że nie jest już dostępny. :(
Original Source, Rosberry&Vanilla Milk, prawie ostatni z moich OSowych zapasów, mam jeszcze tylko jednego kokosa. Niby przyjemny, fajny, ale jednak coś mu brakuje. Nie kosztuje wiele, ale raczej do niego nie wrócę, wolę wypróbować coś innego. Oliwkowe Palmolive, używałam, gdy byłam u rodziców. Spora część, żeby będzie pochodzić z ich zapasów, ponieważ gdy wyjechali na wakacje przeniosłam się do nich, aby pilnować zwierzaków. A, że nie lubię jak mi 10000 różnych szamponów i żeli stoi na półce to pozużywałam to czego mieli najmniej. Sama dawno nie kupowałam mydeł/żeli Palmolive i po użyciu tego zastanawiałam się CZEMU? Nie są drogie, a fajnie się pienią i dobrze nawilżają. Teraz, gdy uszczuplę swoje zapasy na pewno skuszę się na jakiś żel z Palmolive. Ziaja maziajki o zapachu lodów ciasteczkowo-waniliowych, ahhh gdy je po raz pierwszy ujrzałam w blogosferze, a było to dość dawno temu, bo prawie dwa lata to zachorowałam, żeby je wypróbować. Ale no jak to, ja stara baba z szamponem/płynem dla dzieci. To stwierdziłam, że kupię dla brata, ot będę mieć wymówkę. I tak został w domu rodzinnym, a gdy zostawałam w nim na noc to sobie maziajków używałam. Muszę je znowu dorwać, bo po prostu mam ochotę schrupać całe opakowanie. Nietuczące smakołyki, tego mi trzeba :)
 Zostając w temacie żeli Le Petit Marseillais, o zapachu białych brzoskwiń i nektarynek, pyszna owocowa mieszanka. Od małego byłam uzależniona od nektarynek, aż od nadmiaru wychodziło mi uczulenie. Tu można żel stosować bez obawy, że wyjdą jakieś niepożądane kropki. Żel jest na pewno wydajny, ale jak używają go 4 osoby, to ciężko to zauważyć zwłaszcza, gdy taka Karolinka nie żałuje go sobie, bo wie, że w domu nie będzie go już miała :D Pod nektarynką kryje się limonka, może będzie miała swój debiut na blogu, jeśli mama mi już w tym tygodniu przywiezie :)
Drugim zużytym żelem był również LPM, ale o zapachu kwiatu pomarańczy, a z nim w zestawie był bawełna i mak. Tak długo zwlekałam ze zrobieniem zdjęcia, że mama wywaliła puste opakowanie. ;/ 
Oba żele bardzo mi się spodobały i mam nadzieję, że LPM w Polsce rozbuduje swoją ofertę o kolejne zapachy. Jak i inne produkty, np szampony i odżywki do włosów. 
Były żele to teraz czas na balsamy do ciała, Yves Rocher z oliwą z oliwek, przyjemny zapach, dobrze się rozprowadzał i szybko wchłaniał. Jak na taką pojemność i wydajność to nawet jego cena nie jest straszna. Chociaż co ja mówię o strasznej cenie, jak obok niego leży The Body Shop z orzechów makadamii, który ma 2 razy mniejszą pojemność i w regularnej cenie kosztuje nawet 3 razy więcej. Masełko jest podzielone na dwie części, jedną do skóry suchej tą bardziej zbitą i treściwą, a druga do skóry normalniej, która ma bardziej lejącą się konsystencję, jednak nie taką jak balsamy.
Nivea balsam pod prysznic, jako, że w domu nie mam prysznica tylko wannę to stosowanie tego balsamu mijało się z celem. Kupiłam go w zeszłe wakacje i od czasu do czasu stosowałam w domu rodzinnym. Jednak nie zaiskrzyło między nami na tyle, żebym kupiła go ponownie. Widziałam na wakacjach, że w Hiszpanii pojawiła się wersja migdałowa. Nie wiem czy u nas też jest, bo nie przyglądałam się od dawna tym balsamom. Organique, olej kokosowy najdroższy olej jaki kupiłam, ale dzięki niemu odkryłam magię olei kokosowych! I razem ze mną poznały ją mama i ciotka. Także zakupu nie żałuję, jednak do oleju z Organique nie wrócę, bo za kilka złoty więcej mam prawie 1l oleju z innej, bardzo dobrej firmy.
Wakacyjny niezbędnik, czyli balsam po opalaniu. Ani ziębi, ani grzeje. Ot zwykły, tani balsam nawilżający i lekko chłodzący. Przyjemnie się go używało. Jednak do większego nawilżenia, żeby skóra mi zaraz nie wyschła i nie zaczęła schodzić stosowałam The Body Shop, masło do ciała o zapachu migdałowym. Treściwe, gęste, ale dobrze i szybko rozprowadzające się na skórze oraz wchłania się w naprawdę szybkim tempie. 
Jak jesteśmy już przy ciele to w użyciu były też filtry, które niestety szybko powędrowały do kosza. Jednak co szkód narobiły to już wspominać nie będę. Powiem krótko, tych filtrów nie polecam.
W czerwcu ponownie zafarbowałam włosy i kolejny raz sięgnęłam po L'oreal PRODIGI chciałam, żeby wyszła mi ognista rudość, wyszły mi ciemne włosy z czerwonym refleksem. Jednak słońce wszystko skutecznie wyplewiło i w obecnej chwili mam na głowie żółte siano.
Yves Rocher płukanka octowa, lubię ją za zapach i za działanie, jednak zbyt często jej ostatnio nie używałam, więc działanie było lekko osłabione, mimo wszystko myślę, że w niedalekiej przyszłości do niej jeszcze wrócę. Love2mix, odżywka do włosów z chilli i pomarańczą, nie zauważyłam nagłego porostu włosów, więc minus za to co napisane na opakowaniu. Jednak dobrze oczyszczała włosy, dodatkowo ich nie obciążała i nie wpływała na przetłuszczanie. Myślę, że nie wrócę do niej, chociaż kto wie, gdzie wiatr poniesie moje żagle.
Head'&Shoulders do wrażliwej skóry głowy, kolejny łup z "maminej kosmetyczki", H&S dawno nie gościł w moich progach i po kilku użyciach tego szamponu nie przekonałam się, żeby to zmienić. Garnier natural beauty jeżyny i henna, ochh tego przyjemniczaka sama miałam jakiś czas temu, za to u mamy zachował się na dłużej to pewnie przez to, że ma pootwieranych kilka szamponów. Zastanawiam się, jaki ma sposób na ich stosowanie... poniedziałek garnier, wtorek H&S, środa... itd. Chyba tak to wygląda, przy najbliższej okazji muszę się o to zapytać :) Ale wracając do tematu, szampon bardzo lubię, nie wiem czy u nas jest dostępny, muszę się rozejrzeć, bo z chęcią do niego wrócę, swój jak i mamy egzemplarz kupiłam w Niemczech.
Żeby pozbyć się z domu miniaturek zabrałam ze sobą szampon i odżywkę z Biosilk, mają charakterystyczny zapach jedwabiu, który długo utrzymuje się na włosach. Podobało mi się to. Włosy były lekkie, ale nie sypiące się. Dobrze się układały, rozważam ponowny zakup już pełnego opakowania.
L'oreal Elvive Fibralogy, szampon i maska do włosów, ahh kocham za zapach i za działanie, nie sądziłam, że tak szybko znów się spotkamy. W markecie była promocja za zestaw mama zapłaciła niecałe 20zł, więc wakacyjna butla jak znalazł. Garnier Ultra Doux olejek z awokado i masło karite, moje pierwsze spotkanie z tą odżywką, bardzo przyjemne. Podoba mi się zapach, konsystencja trochę mniej, bo mokrymi rękoma ciężko wycisnąć produkt z opakowania. Jednak myślę, że spotkamy się wkrótce.
Bez żelu Lactacyd się nie obyło. :)
Mydło Biały Jeleń, którego używałam do mycia pędzli już się wysłużyło. Maska błyskawiczna regeneracja Yoskine, bardzo fajna, zmienia kolor, człowiek świecący się w ciemności. Super nawilża, na pewno do niej wrócę. I kilka próbek, które dostałam kiedyś przy zakupach.
Antyperspirant Dove, nic szczególnego. Jakoś nie jestem zwolenniczką antyperspirantów w spreju. Kulka Garnier, mój pierwszy egzemplarz, fajny zapach, dobre działanie tylko szkoda, że wydajność taka kiepska. Dwa kremy z Pat&Rub, które dostałam od Iwonki do wypróbowania. Orzeźwiające do rąk i do stóp, spodobały mi się i myślę nad zakupem pełnego opakowania :)
Kulka Fa orchidea i fiołek, zapach mocno kwiatowy, czasami lubi dominować. Trwałe działanie i niska cena. Możliwe, że zobaczymy się jeszcze kiedyś. Na razie rozstajemy się bez żalu. To teraz małe podsumowanie, z majowego denka mogłam kupić 7 produktów w czerwcu.

Farmona Sweet Secret krem do rąk o zapachu słodkich trufli i migdałów, zapach naprawdę słodki, aż mdlący. Fajny na chwilę, ale jak dłużej się go używa to drażni. I tylko dlatego więcej do niego nie wrócę.
Vichy, krem z spf30, używałam go głównie pod makijaż, ale na wakacjach sprawdzał się jako krem ochronny przed słońcem. Ani jednego poparzenia na twarzy, szyi czy dekolcie! Na noc stosowałam krem Lirene City Protect, jednak nic mi nie urwał i nie wrócę do niego. Na dzień używałam Tołpy z spf15 z serii hydrative, jednak nie załapał się na zdjęcie. Był lekki i nawilżający, nadaje się do młodej cery, która nie potrzebuje dużego nawilżenia. 
Zużyłam też "odżywkę" do ust z Blistex, miętowe, orzeźwiające działanie. Lubię taki efekt, lekko gryzący po ustach, jednak, gdy ktoś za tym nie przepada to może być mały problem. Błyszczyk z Inglota, który miał fajny zapach, konsystencję, ale kiepską aplikację. Błyszczyk z Pierre Rene o zapachu cappucino, pięknie pachniał, nie dawał dużego koloru, ale za to ładnie podbijał kolor ust, albo szminki.
Czas na małe podsumowanie, z majowego empties mogłam sobie pozwolić na zakup 7 produktów. Z tego co wyliczyłam to w czerwcu zużyłam 25 produktów, więc w lipcu mogłam kupić 14 rzeczy.
Czego suma daje nam 21! Oczko! Jednak ja poszalałam i kupiłam 25 rzeczy, czyli o 4 za dużo! ZNOWU MI SIĘ NIE UDAŁO.
Czy kiedyś uda mi się ta akacja?!?!?!?!
Trzymajcie kciuki za sierpień, bo w lipcowe zużycie wynosi 22, więc mogę kupić tylko 11 rzeczy. Ojj, będzie ciężko. 

Jeśli ktoś wytrwał do końca posta to proszę się zgłosić na leczenie, bo to jest nienormalne.

Żartuję!


10 komentarzy:

  1. Ja też mam dzisiaj humor... wisielczy ;)
    Płukankę malinową z YR kupuję głównie dla zapachu, jakoś nie widzę po niej większej różnicy. Olej kokosowy mam w planach. Wiem, że przepłacę ale jako pierwszy chcę wybrać jakiś markowy ;)
    Mimo wszystko świetnie Ci poszło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.biooil.com.pl/product/product/olej-kokosowy-tloczony-na-zimno mam teraz tego.
      I najbardziej sprawdza się w kuchni. Do smażenia i czasami jak masła mi brakuje to i na kanapce wyląduje, ale wtedy to jedna mi nie wystarcza :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Sama się zdziwiłam :) Jednak to 2 miesiące i nie wszystkie produkty używałam sama. Także się nazbierało :)

      Usuń
  3. Noo kochana, poszalałaś ze zużyciami! :D Woda Uriage czeka u mnie następna w kolejce zaś płyn micelarny z Garniera uwielbiam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszalałam, poszalałam, a i tak nie starczyło mi zużyć na zakupy... hmm coś tu ze mną jest nie tak.
      Woda jest świetna. I w dodatku jak trafi się w na nią w promocji to za niewielkie pieniądze się ją kupi.
      Micelek jest najlepszy. :)

      Usuń
  4. Spojrzałam na pierwsze zdjęcie i myślałam, że to tyle z denka, otwieram post w nowej karcie, a tu końca nie widać :D Nareszcie ktoś, kto potrafi zużywać hurtowo, niczym ja dawniej xDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pierwszym zdjęciu jest się czym pochwalić. Hah :)
      Czemu tylko dawniej jak ty? :>

      Usuń