niedziela, 7 września 2014

Empties #11

Dawno mnie tu nie było, za co bardzo przepraszam. Czas leci, a ja ostatnio nie miałam siły do zmobilizowania się do czegokolwiek. Masakra! Za to pochłonęłam dwa nowe seriale. Może następnym razem o nich napiszę :)
Jednak dzisiaj o czymś innym, mimo, że sierpień skończył się już tydzień temu ja dopiero dzisiaj opowiem o moich zużyciach. Nie będzie tak kolosalnie jak ostatnim razem. :)

Yves Rocher, szampon odbudowujący do włosów, ma naprawdę fajny zapach, jednak po jego stosowaniu moje włosy zaczęły się strasznie puszyć. I musiałam używać sporej ilości, żeby fajnie się pienił, więc był mało wydajny. Nie sądzę, żebym do niego kiedyś wróciła, ale różnie może być. Nie skreślam go całkowicie, bo włosy mimo wszystko były oczyszczone i miękkie, tylko niestety to puszenie. Bielenda, olejek do kąpieli, miód i sosna. Czasami bywa tak, że lubię kąpiel z pianą i wtedy używałam Bielendy, jednak sosna dominuje tu nad miodem i czułam się jak w lesie, kąpiele nie należały do najprzyjemniejszych, ale co kto lubi. Garnier, Olia piaskowy blond, moje włosy żyją własnym życiem, a zwłaszcza ich kolor, ostatnio był bursztyn z L'oreal, który wyszedł mi naprawdę ciemnym brązem, ale wakacyjne słońce rozjaśniło je do rudego. Dlatego pomyślałam, że może szarpnę się na blond i wyjdzie mi jasny brąz. Cóż jasne włosy wyszły tam gdzie miałam naturalny odrost i tu muszę powiedzieć, że jestem pełna podziwu krycia, bo moje naturalne włosy są naprawdę ciemne, a farba ładnie je pokryła. Za to na długości nadal jestem ruda :( z lekko złotym refleksem. Ogólnie kolor nie jest zły, ale to nie jest to czego szukam. Teraz w ogóle stwierdziłam, że chcę wrócić do naturalnego koloru, bo moje brwi są za ciemne z natury i nie pasują do jasnych włosów. A jeszcze jak je podkreślam to w ogóle wyglądam straaasznie. :(

 Original Source, Coconut, mój ulubiony żel z serii OS i jego kolejne opakowanie. Na razie odpuszczam sobie zakup następnej sztuki, bo w zapasie mam jeszcze sporo innych żeli. Ale, gdy tylko trochę pozużywam to co mam to na pewno do niego wrócę. Yves Rocher, peeling brzoskwiniowy, nie zapałałam do niego miłością. Drobinki były za delikatne i kiepsko radził sobie ze ścieraniem naskórka. Jednak ma bardzo przyjemny zapach.
Balea, mydło do rąk o zapachu brzoskwiń i mandarynki, przyjemny słodki. Mydło nie wysusza rąk i jest bardzo wydajne, za niewielką cenę. Jeśli będę miała okazję jeszcze je lub inny zapach kupić to na pewno się skuszę. Colgate Max White One, standardowo moja ulubiona pasta do zębów.
Ebelin, mokre chusteczki, lubię je do przecierania blatu jak również do ścierania kosmetyków z dłoni. Mają fajne opakowanie i wystarczają na bardzo długi. MAC, płyn do dezynfekcji pędzli. Kosztuje sporo jak na płyn do pędzli, jednak jest w stanie wyczyścić każdy pędzel, a do tego jest naprawdę wydajny. To opakowanie miałam prawie rok.
Floslek, żel pod oczy z arniką, bardzo go lubię, jednak nie zauważyłam jakiegoś zbawiennego działania na skórę pod oczami. Wcześniejsze wersje lepiej się u mnie sprawdzały. Yves Rocher, nutritive vegetal, żel do mycia twarzy. Fajny zapach, przyjemne stosowanie, dobre oczyszczanie.
Clinique, liquid facial soap mild, miniaturka, która była dołączona do kremu nawilżającego, który razem z mydłem i tonikiem wchodzi w skład serii 3 kroków. Miniaturka mieści 30ml mydła i wg producenta powinna wystarczyć na 10 dni. U mnie wytrwała dłużej, nie wiem czy używałam jej mniej niż przewidział producent czy jak. Do tego tonik, clarifying lotion, który zużył się trochę szybciej niż mydełko. Jednak ta dwójka i krem nawilżający sprawiły, że moje pory na policzkach były mniej widoczne. Już po pierwszych użyciach. Miniaturka kremu Clinique moisture surge, daje uczucie fajnego nawilżenia. I takie małe opakowanie 7ml wystarczyło mi na miesiąc używania. WOW, wydajność pierwsza klasa.

Zużyłam 11 pełnowymiarowych produktów + 3 miniaturki. Co pozwoli mi kupić 6 rzeczy w przyszłym miesiącu... a raczej już w tym, czyli we wrześniu!
Pierwszy tydzień minął, a ja nawet do drogerii nie weszłam, więc mam szansę! :D
A czy dałam radę w sierpniu dam wam znać w kolejnym poście :)

Pozdrawiam i życzę wam udanej niedzieli!
Ja zmykam na wieś :)

3 komentarze:

  1. Płyn do mycia pędzli MAC jak dla mnie jest jednym z lepszych :)
    Moje denko w sierpniu było znikome, dlatego we wrześniu post ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! Teraz mam płyn z Inglota i muszę się namachać ręką, żeby doczyścił mi pędzle. A do tego po 1 serii mycia nie ma go już prawie w 1/3. Także szybko znika :(

      Usuń
  2. mialam tylko do czynienia z plynem z MACa, z reszta niestety nie.... zycze powodzenia w dalszym zuzywaniu:))

    OdpowiedzUsuń