piątek, 10 kwietnia 2015

Empties 3/2015

Hej ho, witajcie. Co tam u was słychać? Sporo czasu minęło od ostatniego posta, bo wiele się działo poprzez Święta w poprzedni weekend, po dwa weekendowe wyjazdy i moją obronę do której trzeba się było przygotować. Na szczęście zdałam na 5 i do października mam wolne albo i dłużej, bo jeszcze nie postanowiłam czy chcę dalej kontynuować edukację. W sumie to może i chciałabym, ale nie wiem na jakim kierunku, więc intensywnie myślę. Oczywiście gadam nie na temat, bo przecież dzisiaj post o zużyciach marca. Na szczęście nie ma ich wielu także zaczynajmy...
 Zacznę od dwóch żeli z firmy Balea, które można dostać w drogeriach DM. W sumie to Creme-ol dusche można raczej dostać, bo Carambola Lambada pochodzi z zeszłorocznej limitowanki. Miałam już wcześniej żele z Balei, jednak nie zapałałam do nich miłością, a szkoda, bo cena 60centów jest naprawdę zachęcająca. Przy którejś wizycie skusiłam się na kremowy olejek do kąpieli... i to był strzał w dziesiątkę, zawsze narzekałam na słabą wydajność żeli, a tego miałam, miałam i miałam. Ale to dobrze, bo się z nim nie męczyłam, kremowy żel z dodatkiem oliwki fajnie nawilżał skórę i gdy nie była zbyt wymagająca to pomijałam balsam do ciała. Jeśli ten żel-krem-olej jest nadal dostępny to przy kolejnej wizycie na pewno wpadnie do mojego koszyka. Natomiast jego brat pochodzi z limitki, w której skład wchodziły 3 owocowe zapachy, wydajnością nie grzeszył za to przyjemnie pachniał. Kolor miał dość chemicznie wyprodukowany, mocno żółto-zielony. Nie rozpaczam, że to limitka, miło się używało w zimowe wieczory, taki pewien powiew świeżości. Zużyłam też Antycellulitowy sorbet nawilżający z serii Botanica z pokrzywą indyjską z Tołpy, dziwny to produkt, bo zapach nie przypadł mi do gustu, jednak podczas użycia było z nim trochę lepiej. Sorbet był chłodzący, więc jeśli ktoś nie lubi tego uczucia podczas aplikacji to nie polecam. Niestety nie zauważyłam jego działania antycellulitowego, więc mam co do niego mieszane uczucia. Nie wiem, może za mało się nim smarowałam? Jednak kolejnego opakowania raczej nie kupię, więc się o tym nie przekonam. Ostatnim pielęgnacyjnym produktem na tym zdjęciu jest szampon Lush, Fair Trade Honey o którym pisałam w tym poście. Moje zdanie na jego temat się nie zmieniło, cholernie wydajny i drogi produkt. Jednak myślę, że znalazłam swój "ideał" szamponu, który do tanich też nie należy;/ Życie...
Marzec był dobrym miesiącem na zużycie kilku produktów z kolorówki, padło na aż 3 produkty z Bourjois, korektor CC w najjaśniejszym odcieniu, który był lekki i przyjemny w użyciu. I kryjący, jeśli nie ma się dużych problemów z cieniami. Długo utrzymywał się na twarzy i wyglądał dość naturalnie, nie wchodził w zmarszczki. Jednak uważam, że nie jest wart ceny regularnej, lepiej czaić się na niego na promocjach. Na zużycie kolejnego produktu przyszła już zdecydowana pora, kto to widział, żeby z 30ml maleństwem męczyć się przez 1,5 roku, a mowa tu o silikonowej bazie pod makijaż, która była bardzo wydajna. Jednak nie sięgałam po nią każdego dnia, bo bałam się, że mnie zapcha jeszcze mocniej... fajnie wygładzała rozszerzone pory i sprawdzała się w "kryzysowych" wyjściowych sytuacjach, kiedy chciałam, aby moja skóra wyglądała nieskazitelnie. Na tusz Volume 1 seconde skusiłam się pod wpływem chwili, chwilę po tym jak weszły do sprzedaży i trochę leżakował w szafie, zanim po niego sięgnęłam. Skusiłam się na niego ze względu na innowacyjną szczoteczkę, która na początku była lekko upierdliwa, jednak później gdy się z nią zapoznałam to bardzo ją polubiłam i uzyskiwałam efekt podobny do L'oreal Volume Milion Lashes So Couture. Mam kilka innych maskar w kolejce, więc na razie do niej nie wrócę. Kolejna masakra to Essence get big lashes, stwierdzam, że jak na tusz za 10zł to jest naprawdę niezła, niestety mój egzemplarz bardzo szybko wysechł nad czym ubolewam. Szczoteczka taka bardziej klasyczna, z włoskami które skracają się do środka. Dna dobiła też jedna z moich ulubionych pomadek, którą lubię używać w "dni bez makijażu" i daje mi lekkie podkreślenie ust, a jest nią Rimmel Airy Fiary, drugie opakowanie już czeka. Cień Pupy, niebieski kolor mi nie pasuje, a ten to już w szczególności, nie wiem co mnie podkusiło, że się na niego zdecydowałam. Na domiar złego kiedyś mi spadł i się pokruszył, próbowałam go jeszcze jakoś używać, ale męczyłam się z nim strasznie. Brudził mi wszystko co znajdowało się wokół niego i w końcu postanowiłam go wywalić. Puder MAC, Magically Cool Liquid Powder w odcieniu Truth&Light, to mój ulubieniec zeszłego roku. Niestety pod koniec opakowania nie był już taki mokry przy nakładaniu, jednak w słoneczne dni na twarzy dawał piękne efekt rozświetlenia. Nie wiem czy są jeszcze w sprzedaży, jeśli tak to chętnie skuszę się na niego ponownie, gdy moje zapasy pudrów się zmniejszą. Próbuję trochę ogarnąć moje kosmetyki :)
 The Comforter, Bubble Bar z Lush, bąbelki jakie dzięki niej uzyskałam były najlepsze jakie w życiu miałam w wannie, delikatne, całkiem sporej ilości i do tego pięknie pachnące. Kostka starczyła mi na ok. 20 użyć, a wcale jej sobie nie żałowałam. Także jest bardzo wydajna i jej cena ok. 7€ może nie być już taka straszna. Bardzo lubię duże płatki z Cleanic do zmywania makijażu przy użyciu miceli lub do przemywania twarzy tonikiem. Idzie mi to znacznie szybciej. Peeling do ust z Bomb Cosmetic o zapachu cytrynowym, zapach podchodził mi lekko pod cytrynowego ludwika, był trochę chemiczny i nie miałam przyjemności z jego używania. A szkoda. Za to jest to dość wydajny produkt, który nie kosztuje wiele. Jednak myślę, że własnoręcznie zrobiony peeling będzie przyjemniejszy. Ostatnim produktem jest krem z Biodermy z serii Sebium Pore Refiner, który miał ukrywać pory, jednak poza przyjemnym zapachem ogórka i lekkim nawilżeniem nie zauważyłam różnicy przy jego stosowaniu.
Podczas wyjazdów udało mi się użyć sporo próbek kosmetyków takich jak Clinique Moisture surge, all about eyes i superdefence spf 20, serum z Estee Lauder, krem nawilżający z Sephory, aloes z Celii, próbkę AOX z Pat&Rub, serum oraz krem porawiający owal twarzy z Yves Rocher i trzy zapachy Miss Dior z Dior, Daisy z Marc Jacobs i Le petite robe noire z Gurlain.
 To by było na tyle. Miałyście, któryś z tych produktów? Co o nich sądzicie? 
Pozdrawiam i życzę wam udanego weekendu! W końcu zrobiło się ciepło!

15 komentarzy:

  1. Świetne denko :-) To teraz czekam na więcej ciekawych i regularnych wpisów :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą regularnością to u mnie zawsze jest problem.;/

      Usuń
    2. U mnie czasami też tak jest, ale od nowego tygodnia wracam z nowościami, które będę recenzować :-) Jeszcze czekam na jedną paczkę z dni vip w sephorze :-)

      Usuń
    3. Zawsze sobie narobię planów, coś wymyślę. A zanim to zrealizuję to już zdążę zapomnieć, powinnam zacząć wszystko spisywać.
      W takim razie czekam na posta z nowościami, sama chwilę temu kliknęłam kilka rzeczy, bo do jutro jest jeszcze -20% na kod alma2015.

      Usuń
    4. Ja właśnie wczoraj kliknęłam też, bo szkoda byłoby nie skorzystać, tym bardziej, że na stacjonarne dni vip się nie załapałam :-) co zamówiłaś? :-)

      Usuń
    5. Ja się za długo zastanawiałam i niby już miałam klikać na VIP, ale znalazłam, że z innym kodem o ponad tydzień dłużej trwa promo to postanowiłam chwilowo się wstrzymać i chwilę nad zakupami zastanowić.
      Skusiłam się na nową bazę wygładzającą z MUFE i pomadkę z Marc Jacobs, zamówiłam też BB dla ciotki, bo korzystnie wychodziło.

      Usuń
    6. O bazie nie słyszałam, ale mnie ja zaciekawilas :-) ja zamówiłam naked basic 2, duet do konkurowania z marc jacobs no i aqua brow mufe. Zastanawiałam się czy zamiast duetu do konkurowania nie wziąć meteorytów w kulkach, ale uznałam, że w słońcu ich efekt byłby nie najlepszy. Chciałam jeszcze podkład marc jacobs, no ale najjasniejszy odcień był już wykupiony :-)

      Usuń
    7. Duet mnie ciekawi, ale ostatnio kupiłam trio Smashboxa, więc nie będę dublować produktów. Ja sobie właśnie przypomniałam, że stacjonarnie jednak skorzystałam z dni VIP, skleroza nie boli.

      Usuń
    8. Mnie trio ze smashboxa wydawało się być za ciepłe, a tym duetem skusila mnie white praline :-) i na co się zdecydowałas stacjonarnie? Ja czekam na opinie o tej bazie, bo mnie zaciekawiła. Ale ja pewnie wybrałabym albo odżywczą albo nawilżająca, bo mam bardzo przesuszona i odwodniona cerę :-O

      Usuń
    9. Ciepły jest tylko ten środkowy, ale to zależy od bladości użytkownika :D
      Widziałam duet u White Praline i moje serce zabiło szybciej, zwłaszcza, że miałam okazję macać i się lekko zakochałam w konsystencji. Będziesz zadowolona :)
      Zdecydowałam się na zbyt wiele, ale tak często po te kosmetyki sięgałam, że myślałam, że są ze mną dłużej. Dziwny ze mnie człowiek... ogólnie to Marc zdominował moje zakupy, bo skusiłam się na metaliczne cienie, liner w pisaku, pomadkę i konturówkę.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę tu pomadkę rimmel, którą także używam, zużywam i kupuję kolejne opakowanie. Dobrze jest mieć takie pewniaki w swoich zbiorach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeszcze lepiej jak ich cena nie przyprawia o zawrót głowy :)

      Usuń