sobota, 19 listopada 2016

Subiektywnie po Barcelone #3 / Casa Batllo

Czeeeeść!
Na trochę zaginęłam w akcji, ale nawał pracy, a później urlop dały mi się we znaki! Ale w końcu jestem i to ze świeżutkim postem wprost z ostatniej wyprawy. Tym razem do Barcelony zabrałam mamę, ciotkę i kuzynkę. Babski wypad jak się patrzy. Dziewczyny chciały zobaczyć jak najwięcej się w mieście da, żeby złapać bakcyla. A ja chciałam odwiedzić trochę nowych miejsc, żeby się przez całą wyprawę nie nudzić - bo tu już byłam. Dlatego planowanie naszego wyjazdu i miejsc zajęło mi chwilę czasu, ale oto jestem ze świeżutkimi wieściami. 


W dniu przyjazdu jak zwykle powłóczyliśmy się po mieście, trochę tu trochę tam. Natomiast drugiego dnia zaczęłyśmy ostre zwiedzanie! Na pierwszy ogień z samego rana, bo już punkt 9:00 weszłyśmy do Casa Batllo, która mieści się przy Passeig de Gracia 43.
Wszystkie bilety zakupiłam wcześniej przez internet, do Casy Batllo - kupiłam je tutaj
Nie wiedziałam ile dokładnie zajmie nam zwiedzanie, więc przeznaczyłam na to 2-2,5h w naszym planie zajęć. 

Casa Batllo nie została zbudowana przez Gaudiego, a "jedynie" wyremontowana na życzenie Josepa Batllo. Fasda budynku ze zwykłej, typowej dla okolicy zmieniła się w coś, co od razu rzuca się w oczy i jest naprawdę niespotykane. Wnętrze robi jeszcze większe wrażenie, ponieważ ma się wrażenie, że ono żyje. Na pewno audiobooki, które dostajemy przy wejściu mają na taki odbiór duży wpływ, bo ukazują ruszające się "stworki" we wnętrzu kamienicy.
 Makieta Casy Batllo, po lewej tak wyglądała zanim Gaudi wraz z Josephem Bayo zajęli się remontem. Po prawej efekt, jaki widzimy dzisiaj.
 
Casa Batllo swoją dziwaczną, nawiązującą do kości oraz rybich łusek fasadą interesowała mnie od dawna! W końcu przy mojej 3 wizycie udało mi się wejść do środka i zobaczyć co w sobie kryje! 
A miejsce to moim zdaniem jest niesamowite! 
W środku spotkamy krzywe podłogi oraz ściany, przedziwne sufity. Mogę sobie tylko wyobrazić jakie wrażenie robił ten budynek 100 lat temu. 
 Sufit w jednej z sal! Maszerując z audiobookiem i skierowanie kamery na sufit sprawiało, że z sufitu kapało! A ściany się ruszały, dom jakby żył własnym życiem!
 Wychodząc na dziedziniec mogliśmy zobaczyć potłuczoną ceramikę, która przewija się przez prawie wszystkie prace Gaudiego.


Fasa budynku od strony dziedzińca, już nie jest taka imponująca.
Ten śmieszny grzybek to miejsce, gdzie spotykała się dziewczyna ze swoim wybrankiem, a po drugiej stronie siedziała opiekunka. W środku przy kominku były dwie ławki, dłuższa po prawej dla dwójki zakochanych, a po lewej krótsza dla opiekuna. 
"Świetlik" w pomieszczeniu na pierwszym piętrze, który wpuszczał naturalne światło ze zewnątrz.
Falujący sufit w głównej sali. 
Przejście między pokojami. 
Wentylacja w drzwiach. Nawet jeśli są zamknięte powietrze ciągle się zmienia.
Okno na pierwszym piętrze w głównej sali.

Klamka w oknie, czy ona nie wygląda jak listek? Gaudi sam projektował klamki, żeby dobrze leżały w dłoniach.
Lampa jak piłka do rugby, a może muszla? Ściany pomalowane, ale jakby były z pokruszonej ceramiki.
 Klatka schodowa wyłożona niebieskimi kafelkami, najciemniejsze na samej górze, a na dole prawie białe/błękitne. Okna na dole największe, najmniejsze na górze. Z tego co pamiętam to kafelki odbijają światło, żeby na dól szło go więcej. A okna najmniejsze na górze, bo i tak najwięcej światła tam wpadało.
Kominy zostały pogrupowane i obłożone ceramiką, aby dodawały "ładności" na dachu, a nie szpeciły swoim wyglądem.
Dachówka jak łuski smoka, która według niektórych nawiązuje do legendy o świętym Jerzym i smoku.

Następnym punktem w tym dniu była Casa Mila, ale myślę, że ją pokażę wam w następnym poście. 
Jak wam się podobało?

Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz