czwartek, 4 lipca 2013

DENKO majowo-czerwcowe

 Kolejny miesiąc dobiega końca. JAK TEN CZAS SZYBKO LECI. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Nawet się nie obejrzę, a to już na coś czas. Tak jak teraz zbliżają mnie się zaliczenia i sesja, ale zaraz potem dość długie wolne, które zapewne jak zawsze szybko zleci. Czemu najlepszy czas najszybciej się kończy?
Ale ja dziś nie o tym :)




1) Z mojej od dawna lubianej pasty BlendaMed przerzuciłam się w czasie promo w Rossie na Colgate Max White One, jest ona trochę drożna niż BM (nawet w czasie promocji), ale chciałam spróbować czegoś innego. Muszę powiedzieć, że jestem z niej zadowolona, bo wydawało mi się, że lekko rozjaśniła moje zębiszcze. Jednak opakowanie zawiera tylko 75ml produktu, więc szybko się kończy. Jednak wiem, że do tego produktu jeszcze na pewno wrócę. Gdzieś w czeluściach szafy mam jeszcze jedną tubkę.
2) Kremy  Nivea, na dzień i na noc, jest to seria z migdałami, jednak nigdzie w tych kremach ich nie czułam, a gdyby nie to, że były narysowane na papierowym opakowaniu powiedziałabym, że jest to zwykła seria!
W związku z tymi produktami mam mieszane uczucia, bo były strasznie tłuste. Rozumiem, że krem na noc jest tłusty, ale ten na dzień zdecydowanie przesadzał.
Nie wiem czy do tych produktów jeszcze wrócę.

3) Szampon do włosów Pantene Aqua Light, był dość lekki, bezzapachowy, wydajny. Ale bez odżywki przy nim to ani rusz! Po tak wielkim opakowaniu na najbliższy czas mam dość, może kiedyś jeszcze do niego wrócę, bo spełnił swoje zadanie.


4) Żel pod prysznic Isana Vitaminy i jogurt, ładnie pachnie, mało wydajny. Chyba mnie uczula, bo po każdym użyciu wychodzę z wanny drapiąc się jak opętana. Mimo dobrej ceny, raczej do niego nie wrócę.

5) Peeling do stóp, jakoś nigdy nie byłam zwolenniczką pumeksów, a ten produkt fajnie je zastępuje. Jak gdzieś jeszcze na niego trafię to na pewno kupię, bo nie był drogi, a wydajny.

6) Znany już wszystkim płyn micelarny z BeBeauty, zawrotna cena i całkiem niezła zawartość. Jednak przy demakijażu oczu odczuwam lekkie pieczenie. Jednak przy tej cenie mi to nie przeszkadza. Mam micela z Tołpy, który jest delikatniejszy. Niedługo pojawi się tu małe porównanie!

7) Balsam do ust od Yves Rocher o zapachu malinek. Przyjemny zapach, fajnie nawilża. Jednak produkt jest w słoiczku i dość ciężko się go wyciąga. Za tą cenę myślę, że mogę mieć coś lepszego.
Ale mam jeszcze kokosową wersję, którą lubię za zapach.

8) Korektor/baza od Nouba, szczerze sama nie wiem co to. Dostałam i powiedziano mi, że to baza, jednak konsystencje ma dość mocno kremową i bardzo rozjaśnia skórę i dla mnie lepiej sprawdza się jako korektor. Chociaż jako baza nie był to zły produkt. Jednak skończył się jego termin ważności i produkt stał się twardy dlatego ląduje w koszu.

9) Maskary dwie z Pupy, jedna to nieudany zakup na allegro (nigdy więcej).
Tej środkowej oczywiście nie używałam, bo bałam się chińskiej podróbki.
Jednak z maskar Pupy jestem bardzo zadowolona. Te już swoje przeszły, więc bez żalu się z nimi żegnam. Na razie zapas maskar mam, więc nowych zakupów nie planuję.

10) Róż Artdeco, jeszcze w starym opakowaniu (teraz jest ich więcej), nieudany zakup dokładnie sprzed 6lat! Użyty może ze 4 razy, szkoda. Wtedy jeszcze nie wiedziałam czego chce od makijażu (chociaż od zawsze wiedziałam, że cienie zielone i brązowe to wielbię i wielbić będę), ale z różami miałam problem i pani w drogerii wybrała mi kolor, w którym później kiepsko się czułam.
Do tego koloru nie wrócę, ale mam dwa inne, które bardzo lubię!

11) Puder DreamMatt od Maybelline,  nie przypadliśmy sobie do gustu. Miał być puder do torebki, do drobnych poprawek w ciągu dnia. A on mnie jakoś rozjaśniał i wyglądałam jak blada ściana.
Raczej do siebie nie wrócimy.

I tak wyglądały moje majowe zużycia, teraz kolej na czerwcowe. Tu będzie trochę ubogo, a to dlatego, że przez ponad połowę miesiąca nie byłam u siebie w domu. To wyjazdy do szkoły, to coś tam, to miałam problem z ciepłą wodą. A ostatnie 10 dni spędziłam w domu rodziców, bo zajmowałam się młodszym bratem, zwierzakami  i cała resztą.

12) Mydło migdałowe od Palmolive, nie mam zbyt wielkich wymagań od mydła. Ma się dobrze pienić i ładnie pachnieć, a jak cena jest dość przystępna to jeszcze lepiej. To mydło spełniło swoje zadanie i z chęcią do niego wrócę.

13)  Żel pod prysznic od Original Source o zapachu czekolady i pomarańczy. Konsystencja jest lekko glutowata, zapach przyjemny, lekko pieniący i mało wydajny. Za tą cenę spodziewałam się czegoś lepszego. Ale zrobiłam zapas w Biedronce, gdy była promocja i dwa żele były po 6zł. Także jeszcze inne zapachy się tu pojawią.


14)  Peeling do ciała od Perfecty, czekolada z olejkiem kokosowym. Uwielbiam takie połączenie, dobry zdzierak, który przyjemne pachnie. Bardzo lubię i polecam. Na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę, jak tylko zużyję moje zapasy!

15) Pianka do golenia od Gillette, przyjemny zapach. Spełnia swoje zadanie, jednak cena jest przerażająca prawie 20zł. Zwłaszcza, że w Niemczech można je dostać za niecałe 10zł (dokładnie za 2,15€).  Więc zdecydowanie jeszcze do niej powrócę. Obecnie mam wersję od Gillette & Olay, z półek niemieckiego DMu.

16) Maseczka do twarzy, Pore Controle, która pochodzi z AsianStore, szału nie ma.
Nie wiem czy się jeszcze zobaczymy. Mam inne maseczki ze sklepu i sprawdzały się lepiej.
 17) Eyeliner w płynie od Essence, mój pierwszy. Jednak strasznie niewygodny. Mały pędzelek, a do tego włosie jakieś takie dziwne. A sam eyeliner nie zastyga. Wolę wersję w żelu albo pisaku. Już się nie zobaczymy. Wyrzucam bez żalu.
18) Serum od Siquens, który był w jakimś GlosyBoxie, szału nie było, ale przyjemnie się go używało. Jednak jak widziałam, że krem/żel pod oczy kosztuje 50zł, to wolę nie pytać ile kosztuje to serum. Raczej go nie kupię.
 19) Płyn do kąpieli od Luksja o zapachy Blueberry muffin, dobrze się pieni, ślicznie pachnie. Bardzo przyjemna kąpiel! Wrócimy do siebie na pewno!

To by było na tyle.
Jak u was z denkami? Dajcie znać w komentarzach!

Pozdrawiam,
Karolina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz