niedziela, 28 grudnia 2014

Zakupy Lush i paczki z USA/Tarte, Makeup Geek

Będąc w Berlinie musiałam wejść chociaż do jednego sklepu, który jest u nas niedostępny. Padło na Lush (miałam w planach jeszcze Rituals, jednak nie udało mi się tam trafić w sobotę, a w niedziele sklepy były zamknięte). Dobrze, że podczas jednej z przesiadek udało mi się zobaczyć sklep Lush i przyciągana jakąś siłą musiałam wejść. W sklepie było pełno ludzi, jednak obsługa pierwsza klasa potrafiła poradzić sobie z tłumem i z każdym z klientów zamienić kilka słów i pomóc w wyborze. Wcześniej miałam już plan co chcę kupić, tzn maseczkę do twarzy i kule do kąpieli. Tylko nie wiedziałam jakie. A, że różnorodność zapachów jest tam duża to stwierdziłam, że postawię na to co mnie najbardziej skusi.

środa, 24 grudnia 2014

Wszystkiego najlepszego!

źródło

Do życzeń z obrazka dodaję jeszcze rodzinnych Świąt :) Mile spędzonego czasu przy stole oraz wszystkiego, wszystkiego najlepszego!!!

Do zobaczenia po Świętach!

niedziela, 21 grudnia 2014

Berlin / relacja z wizyty

Tydzień temu wybrałam się na Jarmarki Bożonarodzeniowe do Berlina. Do stolicy Niemiec nie mam daleko, bo tylko 200km, a do tej pory, nie licząc wizyt na lotniskach, w mieście byłam tylko raz. Dlatego przy okazji jarmarków chciałam zobaczyć coś więcej.
W sumie pomysł wyjazdu zrodził się ponad miesiąc temu, jednak dopiero tydzień przed ogarnęłam nocleg, bo oczywiście im bliżej terminu nas interesującego tym taniej, chociaż bywa, że możemy się zagapić. Ja kolejny raz skorzystałam z oferty booking.com. Nasz hostel mieścił się w dzielnicy Panków, pokój był duży z aneksem kuchennym z małą lodówką. Co do czystości to można mieć zastrzeżenia, bo z grubsza było ogarnięte, jedynie pod łóżkami można mieć zastrzeżenia. Jednak było ciepło i miałyśmy czystą pościel. Łazienki były  wspólne, nam trafił się pokój obok, więc można powiedzieć, że była nasza :D Nikt z niej nie korzystał.
Bilety za to kupiłyśmy na ostatnią chwilę, trochę nas zdziwiło, że na międzynarodowe przejazdy PKP jest tylko 25% zniżki, ale nasza wina, bo nie sprawiłyśmy. *Taniej wyszedłby wyjazd autem*
Jechałam razem z koleżanką i jakoś żadna z nas nie pomyślała, żeby zapytać drugiej czy ma jakieś plany odnośnie wizyty. Ja w ostatniej chwili, bo w piątek wieczorem ogarnęłam jak przemieścić się z dworca wschodniego na najbliższe jarmarki i do hostelu. Jednak wszystkie drogi były piesze. Niby ściągnęłam na tel jakąś mapę offline, ale kiepsko działała. Za to "inteligentnie" pobrałam aplikację z komunikacją miejską *do której użycia potrzebna oczywiście jest sieć, a my mogłyśmy polegać tylko na wifi*.
 Z dworca bez problemu trafiłyśmy na pierwszy jarmark przy Alexander Platze, za to już zgubiłyśmy się w drodze do jarmarku przy Czerwonym Ratuszu i jakimś cudem wylądowałyśmy na kolejnym z moich punktów wycieczki, czyli jarmark Nostalgischer Wiehnachtsmarket. Przystanęłyśmy na chwilę, wypiłyśmy po kubku grzanego wina i udałyśmy się na kolejny jarmark. Gendarmen Market,do którego również droga w naszym wykonaniu była bardzo kręta. Ale tak to jest jak ma się słabą orientację w terenie i nie ogarnia, z której strony się idzie. Jednak najważniejsze, że dotarłyśmy na miejsca.
 
Jarmark przy Alexander Platze zapewne spodoba się młodszym osobą, bo w większości są tam karuzele i różnego rodzaju atrakcje dla dzieciaków. Oczywiście jest kilka miejsc, gdzie można zjeść kiełbaski, napić się wina czy ciepłego kakao. A jak komuś się nudzi to może udać się na szybkie zakupy do centrum Alexa, do którego można wejść bezpośrednio z jarmarku.
Nostalgischer Wiehnachtsmarket to już atrakcje dla dorosłych, bo można kupić różnego rodzaju wyroby skórzane, drewniane i ogólnie rękodzieła. Karuzela jest jedna i to dla takich dzieciaczków do 6-7lat. Oczywiście są namioty z jedzeniem i piciem. Z głodu nikt nie padnie. Dużą popularnością na wszystkich jarmarkach cieszą się owoce w czekoladzie.
Gendarmen Market to jedyny z odwiedzonych przez nas płatny jarmark, niedużo, bo 1€, ale zawsze. Mieści się w ładnej okolicy. Jeśli miałabym wybierać między jarmarkiem przy Alexander Platze, Nostaligscher i Gendermen to wybrałabym ten ostatni, bo tam najbardziej czuło się klimat świąt. Mimo, że pogoda była jesienno-wiosenna. Tu już typowo dorosły jarmark, duża ilość budek z jedzeniem, przeważnie kiełbasy, szynki itp, ale znalazła się budka z pizzą, pieczonymi ziemniakami i pysznym kakao. Na każdym jarmarku były też budki z Crepes, czyli naleśnikami na słodko, w sumie bardziej kojarzą mi się z Hiszpanią, a nie Niemcami, ale co kto lubi. 


W Gendermen możecie kupić unikatowe bombki, naprawdę różnorodne, piękne drewniane szopki (zabierzcie ze sobą karty kredytowe) pan podobny do Gapetta dłubie w drewnie, jego figurki są dopracowane w każdym calu i wyglądają jak żywe (oczywiście te większe) jednak ceny są kosmiczne, mała drewniana owieczka, która była nie większa niż palec wskazujący kosztowała 20€. A szopki to po 750€ chodziły i to nie wiem czy z "wyposażeniem". Jest tam również pani, która robi dziwne skórzane torby, oraz stoisko z naturalnymi kosmetykami - kremy do rąk są cudowne, jednak znowu cena.... przeraża, za 50ml - ok 50€. ;o
Z napełnionymi brzuszkami, nacieszonymi oczami i pustymi torbami udałyśmy się w drogę do hostelu. Tak ogarnęłam wszystko, że zapomniałam sprawdzić co dojeżdża w rejony hostelu, albo chociaż JAKI TAM JEST PRZYSTANEK. Ale co tam... wsiadłyśmy do metra, która sobie jechało o gdzieś... ale że była tam tylko jedna linia to trzeba się było przemieścić. Przejechałyśmy dwa przystanki, bo gdzieś zauważyłyśmy, że tam jest jakaś krzyżówka. Wyszłyśmy na ulice... prawie załamane i eureka! może złapię tu wifi i sprawdzę czym dojedziemy... nie wiem czy to głupi ma szczęście... ale bez problemu złapałam sieć (co przy późniejszych próbach w innych rejonach miasta okazało się nieosiągalne) szybko znalazłam dla nas pojazd i szczęśliwe udałyśmy się do hostelu.
Tu poszło już z górki, bogatsza o doświadczenia tym razem zrobiłam "zdjęcia" rozkładów do miejsc do których chciałyśmy się udać i z powrotem *jednak wyciągam wnioski*.
Nastała chwila odpoczynku, regeneracji sił i udałyśmy się na kolację... jak to jesteśmy w Berlinie to trzeba zjeść kebaba, bo tu najlepsze. W sieci wyszukałam, że bardzo chwalą Mustafa's gemuse kebab. To tam pojechałyśmy, oczywiście, że dojechałyśmy na stację, ale znalezienie nie było już takie proste jak się wyszło z drugiej strony :((( Po godzinie odstanej w kolejce dostałyśmy nasze bułki... w porównaniu do polskich były o połowę mniejsze... i zastanawiałam się, gdzie tu szał. Jednak, gdy spróbowałam to było coś innego niż zawsze. Poza standardowym mięchem, surówkami, w kebabie znalazły się grillowane warzywa, z dobrymi przyprawami, ser kozi? wszystko skropione cytrynką. Wyczuwalne były też pietrucha, bazylia i mięta. I mimo, że na początku bułka wydawała się mała to porcja była zadowalająca. A to za jedynie 3,20€, tortilla, a raczej durum była za 4,50€. Można też wziąć opcję bez mięsa. Polecam udać się we wcześniejszych godzinach, bo o 18 to już poważne kolejki się robią, czas szybko mija. Więc jeśli macie trochę czasu na zmarnowanie to sprawdźcie to miejsce. Oczywiście tak szybko wgryzłyśmy się w kebaby, że zapomniałam o zdjęciu :( I posiłkuję się fotką z sieci.
Źródło

Jarmarki były, jedzenie było to teraz czas na małe zwiedzanie, prawda? Ze zdjęciem rozkładu, a raczej linii, którymi dostaniemy się do Bramy Brandenburskiej udałyśmy się do podziemi. Kilka przystanków i już trzeba było się przesiadać. Ale zanim przesiadka to szybka wizyta w Lushu, bo mi sklep pojawił się na horyzoncie. Następnie szukanie dworca, bo skąd ja mogę wiedzieć, że nie tylko linia U, ale także i S jeździ pod ziemią, a ja głupia szukam tramwaju. :)


Brama jak brama, ale "zabytek" odhaczony.... teraz czas na Podstamer Platz, z kawałkiem muru berlińskiego i kolejny jarmark, przy którym była LODOWA ZJEŻDŻALNIA!!! Aaaaaaa
Pierwsze pieczone kasztany, ciekawe doświadczenie i powrót do hostelu.


Oczywiście jarmarki najlepiej prezentowały się nocą :)

Poranna pobudka, wymeldowanie się i czas na poszukiwanie jedzenia, wybrałyśmy kawiarnie, bo restauracja do której planowałam iść była jeszcze zamknięta :(

Potem szybki przemarsz do centrum i w końcu odnalazłyśmy jarmark przy Czerwonym Ratuszu!! I ten okazał się najpiękniejszy, duże przejścia i najładniejsze rzeczy, kupiłam dwa kręcące się świeczniki :) Mama się ucieszyła, bo podobny miała w dzieciństwie i planowała zakup na allegro :)
Najbardziej podobało mi się LODOWISKO na środku jarmarku. Oraz prześliczne skarbonki z kokosa! Szkoda, że były takie duże, bo chętnie zabrałabym jedną do domu, jednak ciężko byłoby mi się zdecydować.




Ponownie odwiedziłyśmy jarmark przy Alexander Platze i udałyśmy się w stronę dworca, jednak najpierw chciałyśmy zobaczyć, gdzie przebiegała granica między wschodnim, a zachodnim Berlinem. Przeszłyśmy kawałek drogą muru i zadowolone z wyjazdu udałyśmy się na pociąg.
Wypad minął naprawdę bardzo szybko i uważam go za udany. Mam nadzieję jeszcze w niedalekiej przyszłości odwiedzić Berlin. Gdy tylko podszkolę swój niemiecki, bo na razie ogranicza się do kilku słów. Ale dałam radę, oczywiście angielski zawsze pomocny *na jarmarkach nie miałam problemu z porozumieniem się w czasie zakupów*.

Z takiej technicznej sprawy to warto sprawdzić bilety, my zdecydowałyśmy się na bilet całodniowy, za 6,70, bo jedno przejazdowy był za ok 2,00€. Jednak nie jest tak jak u nas, że bilet ważny jest dobę, a niestety... jego ważność mija o 3.00 następnego dnia. Dlatego jak ktoś przyjeżdża w nocy to mu nie opłaca się kupować biletu całodniowego. Mimo licznych przejazdów jak na jedno sobotnie popołudnie to nie trafiłyśmy na żadną kontrolę. A w niedziele zaliczyłyśmy poranny i popołudniowy spacer :)

piątek, 5 grudnia 2014

Pomadki na jesień-zimę

 Zima zbliża się do nas wielkimi krokami, zrobiło się już chłodno, a w niektórych rejonach Polski to nawet przyszedł mróz i spadł śnieg. U mnie temperatura w dzień jest wciąż na plusie, jednak nie wiem jak długo to potrwa. Z drzew spadły ostatnie kolorowe liście, więc na zewnątrz jest szaro, buro i nic się nie chce. Też tak macie, że pogoda wpływa na wasz zapał do pracy? W tej chili powinnam uczyć się na ostatnie egzaminy, jednak gdy tylko otwieram notatki momentalnie robię się senna! I nie mogę przejść przez więcej niż 5 kartek na raz. Nie wiem jak się tego wszystkiego nauczę, ale jakoś to będzie. :) Najważniejsze to myśleć pozytywnie.


niedziela, 30 listopada 2014

Ulubieńcy listopada #4

Listopad zleciał nawet nie wiem kiedy, zbliża się moja ostatnia sesja, pisanie pracy mi nie idzie. A do tego święta, przygotowania i szukanie prezentów. Ał... lubię grudzień, ale w tym roku nadszedł za wcześnie. Jeszcze jakby była atmosfera, a u mnie jej na razie nie widać, bo temperatura wciąż na +, a o śniegu mogę zapomnieć.

czwartek, 27 listopada 2014

Poczyniłam kolejne zakupy...

Jak widać po tytule posta, będą tu kolejne zakupy. Nie wiem czy to szał przed przed świąteczny mnie dopadł czy jak, bo bez opamiętania kupowałam. Bo tak nagle wszystko stało mi się potrzebne, niezbędne i nie wyobrażałam sobie bez tego życia. Zwiążcie mnie i zamknijcie w piwnicy do świąt albo lepiej do przyszłego roku. ;)


wtorek, 18 listopada 2014

Wishlista na zimę

Ostatnio przeglądam sporo stron i co chwilę pojawia mi się w głowie żarówka ''to chcę'' i, gdybym od razu wszystko kliknęła złapałabym się za głowę i płakała przez miesiąc. Moje oczy pragną coraz więcej, a wiem, że tak naprawdę tego nie potrzebuję. Jednak lubię sprawiać sobie małe i duże przyjemności i ten post robię dla siebie. Żebym wiedziała co powinnam kupić, a co sobie odpuścić, a może o coś poproszę bliskich, bo niedługo Święta i moje urodziny :) Poprzednia chciejlista spełniła się całkowicie, także mam nadzieję i przy tej mi się uda.


poniedziałek, 17 listopada 2014

Znowu uległam, czyli zakupy...

Promocja w Rossmannie 1+1 nie wzbudziła moich emocji, ot promocja. Patrząc na moje kosmetyczne zbiory, właściwie nie wiedziałam czy czegoś potrzebuję, czy też nie. Chociaż jakiś czas temu chodziły za mną nowe pomadki Bourjois i przy promocji mogłabym się na nie skusić. W moim mieście otworzyli niedawno nowego Rossmanna z szafą Bourjois, Revlon i Ireny Eris. Także wszystko czego mogłabym potrzebować mam na miejscu (wcześniej musiałam jechać do większego miasta, 25km ode mnie). Ale nie o tym, właściwie nie miałam chęci nawet iść i zobaczyć co mają, bo niestety ekspedientki nie zwracają uwagi klientkom, żeby nie otwierały produktów i macały tylko testery i kilka razy kupiłam "zmacany" produkt nie jakoś drastycznie, ale zawsze. Miałam już mały uraz. (Na szczęście udało mi się kupić nietykane produkty).

wtorek, 11 listopada 2014

Empty #13

Mamy już prawie połowę listopada, a ja dopiero ogarnęłam się ze zużyciami z października, niezły poślizg.


niedziela, 26 października 2014

Październikowe zakupy

Witam się z wami tej cudnej niedzieli. Mimo, że przez cały tydzień było zimno to dziś świeci słoneczko i, aż się chce coś robić. Powoli dochodzę do siebie po chorobie, która nagle mnie złapała nawet nie wiem skąd. 
Do końca miesiąca zostało już kilka dni. Dlatego dziś pokażę wam co kupiłam w październiku ;)


poniedziałek, 13 października 2014

GlamBrush, ocena pędzli po 4 miesiącach cz. 2

Dziś zapraszam was na drugą część o pędzlach GlamBrush.
 Zasada wstawiania zdjęć ta sama (pierwsze zdjęcie, pędzle na jasnym tle - przed użyciem, drugie zdjęcie, pędzle na ciemnym tle - obecnie).


niedziela, 12 października 2014

GlamBrush, ocena pędzli po 4 miesiącach cz.1

 Zapraszam was dziś na moją krótką ocenę pędzli GlamBrush, od razu powiem, że nie zakochałam się w nich, nie ruszają mnie za serce. I gdyby nie to, że pochowałam wszystkie inne pędzle nie sięgnęłabym po nie, aby wypróbować. Jednak i to nie trwało długo, bo tylko niecałe 2 tygodnie.


środa, 8 października 2014

Empties #12 / zakupy wrzesień

Witam się z wami i od razu kajam za brak postów w ostatnim czasie. Nie mogę wbić się w rytm, żeby dodawać posty regularnie. Żebym za szybko się nie wypaliła to tak luźno zapowiadam, że postaram się dodawać co najmniej post tygodniowo. Więcej nie obiecuję, jednak mam nadzieję, że się pojawi :)

Kończę ten wstęp i zapraszam na zużycia września i od razu zakupy, które są naprawdę maluśkie w porównaniu do pozostałych miesięcy, więc nie warto rozdzielać tego na dwa posty.



czwartek, 25 września 2014

MAKEUP GEEK, VEGAS COLLECTION

 Po kolejnej długiej przerwie chciałabym wam przybliżyć mój ostatni zakup, czyli najnowszą paletkę MakeUp Geek, z kolekcji Vegas Collection. Zapisałam się na listę i mogłam kupić paletkę w przedsprzedaży, jakby zapotrzebowanie ludu było duże to osoby z listy miały pierwszeństwo zakupów, fajny pomysł. Ale z drugiej strony robi się pewnego typu selekcja. Z tego co się orientuję to zakupu można dokonać tylko na stronie producenta, o tutaj. Niestety przesyłka do Polski kosztuje ok 10$ w zależności od ilości naszych zakupów. Istnieje zawsze prawdopodobieństwo, że nasza paczka zostanie zatrzymana przez Urząd Celny i będziemy musiały zapłacić cło i vat, więc ok 23% wartości przesyłki. Nie mam szczęścia i wszystkie moje paczki przychodzą z cłem. :(
Chociaż ostatnio pani na poczcie nie zauważyła, że mam dopłacić i wydała mi przesyłkę. Jednak ja z tych co wyrzuty sumienia mają i wolą płacić za swoje, więc wróciłam i zwróciłam pani uwagę. :)
 To były moje drugie zakupy z MUG, pierwszym razem jedynie na Packing liście była podpisana osoba pakująca zamówienie, a tym razem dostałam kartkę ze standardowym podziękowaniem i ręcznie dopisanym imieniem. Muszę powiedzieć, że przy otwieraniu paczki zrobiło mi się miło na serduchu :)
 Paletka jest zrobiona z twardego papieru i ma solidne zamknięcie na magnes i w środku duże lusterko. Na opakowaniu widnieje motyw przewodni Vegas Lights i panorama miasta. Wszystko tworzy ładną spójną, niewymuszoną całość. Do tego paletka jest pakowana w kartonowe pudełeczko, również z motywem.
 W środku znajdziemy 6 cieni, 2 maty i 4 satyny z błyskiem. Jedynie cień Bada Bing jest dostępny solo. To pierwsza paletka MUG, do tej pory wszystkie cienie mogliśmy kupić pojedynczo. Dla jednych może być to plus dla innych minus.
 Casino to złoto, które mieni się jak szalone, Mirage to stonowany jasny matowy cień, Sin City to znowu złoto, jednak przełamane pomarańczą.

 Desert Sand to brązowo-żółty matowy cień, będzie dobry do roztarcia granic w załamaniu. Najpiękniejszy ze wszystkich różowo-czerwono-złoty Roulette. Casino, Sin City i Roullete bardzo ładnie opalizują i przechodzą między siebie. Bada Bing jako jedyny ma widoczne drobinki.


Wszystkie kolory są dobrze, a nawet świetnie napigmentowane. Wszystkie swatche są zrobione bez użycia bazy.
Na makijaż z użyciem tych cieni jeszcze musicie poczekać, na pewno będzie. Ale jestem w trakcie ogarniania brwi i nie chcę was nimi straszyć :)

Miłego wieczora!