Jak się macie po świętach?
Ja dobrze, ale powoli dochodzę dopiero do siebie.
Niby tylko jeden dodatkowy dzień wolny, a jakoś tak inaczej.
W sumie stwierdziłam, że siedzenie przez dwa dni przy stole zmęczyło mnie bardziej niż bycie w pracy czy w szkole, a też ciągle tam siedzę.
Jednak dziś nie o tym.
Od razu przyznam się, że ZNOWU NIE UDAŁO MI SIĘ Z PROJEKTEM 2 ZUŻYCIA - 1 ZAKUP.
A to wszystko wina PROMOCJI! Najgorsze, że miesiąc się jeszcze nie skończył i teraz Rossmann, Hebe i Natura jeszcze zarzucają na nas swoje sidła. Niby nic nie potrzebuje, ale kto wie z czym wyjdę jak zawitam w progi drogerii.
Znajomi z Anglii zjeżdżali na święta do domu i wpadła mi okazja na zakupy z The Body Shop, w moich rejonach nie ma sklepu, najbliższy jest w Berlinie albo w Warszawie. Los jednak chciał, żeby lekko zbankrutowała, bo na brytyjskiej stronie TBS była promocja i niektóre masła do ciała kosztowały 4£ zamiast 13£, więc żal było nie skorzystać. Za to żele pod prysznic kosztowały 3£.
Na zdjęciu masła migdałowe,brazylijski orzech, gruszkowe, dreams unlimited. Moim pierwszym masłem było passion fruit i jego zapach mi trochę nie podszedł, za to teraz mam makadamię i jestem zachwycona. :)