Na marzec podjęłam się wyzwania dzięki, któremu MIAŁAM OGRANICZYĆ ZAKUPY.
Poległam na całej linii. Do połowy miesiąca myślałam, że jednak mi się uda, bo zrobiłam tylko zakupy z YR. A przecież nic więcej nie potrzebuję, więc nic nie kupuję.
NIESTETY NIE!
18tego wraz ze znajomymi wybraliśmy się do Berlina, tą wyprawę planowaliśmy od dłuższego czasu i tak się złożyło, że ciotka miała samolot z Berlina do Hiszpanii, a jak już ją zawożę to od razu udam się do sklepów, powiedziałam o tym reszcie i pojechaliśmy.
Cóż zakupy miały być czysto ubraniowe, a głównym punktem wyprawy miał być Primark.
Ja jednak od kupowania ciuchów wolę kosmetyki. Sprawdziłam jakie sklepy są w okolicy i wiedziałam, że nie wyjdę z nich z pustymi rękami. Chyba, że ich nie znajdę!
Znalazłam!
Na SZCZĘŚCIE w The Body Shop nie mieli żadnej fajnej promocji, a ceny regularne skutecznie mnie odstraszają to nie kupiłam nic.
W Lushu nie miałam tyle szczęścia i dlatego tu dziś jesteśmy.