niedziela, 4 stycznia 2015

Empties #14

 Witam was bardzo serdecznie w Nowym Roku! Mam nadzieję, że wasze przywitanie Nowego Roku było udane! Ja zaczęłam styczeń od małego nieogarnięcia, jednak mam nadzieję, że z kolejnymi dniami będzie u mnie coraz to lepiej! Jednym z moich postanowień jest bycie systematycznym! Ciekawe czy mi się uda :)


 Dziś zapraszam was na post ze zużyciami z dwóch miesięcy. Przez ten czas wykończyłam całkiem sporą ilość kosmetyków, tak mi się przynajmniej wydaje. ;) Fresh&Natural cukrowy peeling do ciała o zapachu mokka, to nic innego jak peeling o przyjemnym, dość mocnym zapachu kawy. Peeling jak to na cukrowego przystało ma całkiem pokaźne drobinki. I super się sprawdzał do zdzierania martwego naskórka, jednak przyczepić się muszę do opakowania, plastikowy słoiczek wydaje mi się, że ma za dużą średnicę i ciężko odkręcić go jedną ręką, a nawet dwoma, gdy są mokre w czasie kąpieli. Na początku miałam z tym spory problem, później było już dużo lepiej. Piankowe mydło o zapachu bawełny z Bath&Body Works, które dostałam od Iwetto. Słyszałam wiele opinii, że wysusza skórę, u siebie tego nie zauważyłam, przyjemnie pachniał, był wydajny i świetnie czyścił dłoń z kosmetyków kolorowych, gdy próbowałam kolory. Same ochy i achy z mojej strony, żeby nie było mydełko ma swój minus, a nawet dwa... są to cena i dostępność. Dostępne jest tylko w Warszawce w salonach B&BW, a w regularnej cenie kosztuje ok.30zł. Kolejnym produktem jest żel do mycia z Bath &Body Works o zapachu Cashmere glow, ahh ten zapach normalnie się w nim zakochałam, razem z balsamem wyjeżdżał ze mną w każdą podróż, a było ich w tym roku całkiem sporo, bo i weekendy w szkole w Poznaniu, wyjazd do Krakowa i do Berlina. Starczył mi na całkiem sporo użyć, mimo, że buteleczka jest mała. Za to idealnie mieści się w "wyjazdowej kosmetyczce" puste opakowanie umyłam, schowałam i teraz będę do niego przelewać żel na następne wyjazdy. Od sierpnia męczyłam żel z Soap & Glory Clean,Girls, według mnie miał zapach delikatnie podobny do męskich żeli/perfum. Mi to nie przeszkadzało, jednak dla innych może to być minus, a ja nawet za to lubiłam ten żel, druga sprawa to wydajność, żel skończył mi się na początku grudnia, więc służył mi ponad 4 miesiące, a muszę powiedzieć, że opakowanie nie było pełne, więc teraz cena już nie straszna. Wcześniej nie chciałam się skusić na żel, bo gdzie płacić za niego 6,50Funta - ponad 30zł. Jednak, gdy spojrzy się na wydajność to cena nie jest już taka straszna. :) Skończyłam też, w sumie nie był to wielki wysiłek, maskę do włosów z Montibello do włosów farbowanych z serii Treat Color Protect, włosy po niej są miękkie, nawilżone, dobrze się rozczesują, a i kolor po farbowaniu utrzymuje się naprawdę długo - dopiero po 5 tygodniach od farbowania moje rozjaśnione końce *a'la obre* przestały wyglądając reprezentatywnie, jednak wciąż znośnie.
 Wykończyłam też mój ulubiony zapach tego roku, a raczej połowy roku, bo na tyle mi wystarczył, czyli Micheal Kors Glam Jasmine, nigdy tak szybko nie skończyłam perfum, ale to tylko dlatego, że używałam ich praktycznie codziennie. Kolejny raz w denku pojawia się suchy szampon Batiste, nie używam ich zbyt często, jednak od czasu do czasu i jakoś tak szybko zaczynają się kończyć nie wiem dlatego. Nie wiem czemu wciąż kupuję Batiste, muszę się w końcu rozejrzeć za jakimś innym szamponem, bo po tym moje włosy robią się matowe. Kolejna woda termalna z Uriage, kolejne puste opakowanie świadczy, że uwielbiam ją i znalazłam swojego ulubieńca na długo, przynajmniej mam taką nadzieję. :)
 Powyżej widzicie zbiór małych pierdołek, czyli próbka BB Cremu z Diora (kolor mi nie pasuje, a i aplikacja samego kremu była bardzo uciążliwa), Mini perfumy, nic specjalnego, bo nawet już nie pamiętam zapachu. Bath&Body Works, żel antybakteryjny o zapachu kremowej dyni, gdyby tylko można go było zjeść, byłby pyszny, mam teraz przypinkę do kluczy, do której wkładam żel i teraz używam ich znacznie częściej niż, gdy musiałam szukać go w czeluściach torby. Kolejna maszynka Gillette Venus&Olay, bardzo je polubiłam, odkąd je używam nie pamiętam już, kiedy ostatni raz używałam żelu do depilacji. Mini próbka kremu do demakijażu, który dostałam przy zamówieniu mydła do mycia pędzli. Kremy do demakijażu nie są dla mnie, przyzwyczaiłam się do miceli. Z nowym rokiem przyszło na wymianę główki szczoteczki Oral-B oraz zmianę Beauty Blendera, rozcięłam go, aby sprawdzić co dzieje się w środku i okazuje się, że nie czyszczę go tak dokładnie jakby mi się wydawało. Przy kolejnym muszę się bardziej postarać, bo mimo, że z zewnątrz jest idealnie czysty to niestety w środku nigdy nie wiadomo. I ostatnia to ręczna szczoteczka do czyszczenia twarzy z ebelin, ma podobne wypustki do Luny z Foreo.
 Robiąc świąteczne porządki odkryłam, że moim maseczkom z Avonu kończy się termin ważności, a że niewiele mi ich do końca zostało to zaczęłam używać ich namiętniej. Stwierdzam, że szału nie ma i na pewno po nowe nie sięgnę. Krem na dzień z Yves Rocher z serii nutritive vegetal do cery suchej, portków mi nie urwał, nawilżanie całkiem ok, ale zostawiał lekko tłustą warstwę. Na pewno już do niego nie wrócę.
 Zużyłam też płatki kosmetyczne Carea z Aloe Verą z Biedronki, sól do kąpieli z Fresh&Natural, pastę do zębów z Blend-a-med oraz najlepsze mydło do mycia pędzli jakie spotkałam z Da Vinci.
 AA, Long4Lashes, odżywka do rzęs, gdybym tylko była systematyczna w jej stosowaniu to moje rzęsy byłyby jak firanki do nieba, jednak używałam jej, gdy mi się przypomniało i zauważyłam tylko zagęszczenie na linii rzęs i lekkie podkręcenie. W tym roku zakupię ją podobnie i kolejny raz spróbuję być systematyczna. Najlepsza masakra tego roku, czyli L'oreal Volume Million Lahses So Couture, super podkreśla rzęsy, pięknie pachnie, nie kruszy się w trakcie noszenia, nie odbija się na powiekach i wytrzymuje cały dzień. Nawet ciężko się ją zmywa. Brązowy liner z Rimmel, próbowałam go używać do delikatnych makijażu, bo nie zawsze czarna krecha pasuje, jednak mimo, że czarny liner lubię to ten nie przypadł mi do gustu i rozstaję się z nim bez większego sentymentu. L'oreal Super Liner blackbuster, super czarny, długo utrzymujący się liner. Ma grubą gąbeczkę, więc ciężko zrobić delikatną, cieniutką i precyzyjną kreskę, za to do grubej, zdefiniowanej krechy jest idealny.

 Pomadka Inglot, gdzie ja miałam oczy, że wybrałam taki korektorowy kolor, masakra, usta zlewają się z twarzą, jedyny plus tej pomadki to fajne nawilżenie, więc wysmarowałam się nią w domu. Korektor Bourjois, healthy mix, w kolorze 52, troszkę ciemny, jednak radził sobie z zakryciem cieni pod oczami (chociaż wydaje mi się, że moje nie są takie trudne do zakrycia) oraz z niedoskonałościami cery. Czasami, gdy robiłam sobie dzień bez podkładu to ten korektor radził sobie naprawdę nieźle.
A na sam koniec, 4 produkty do ust, których pozbywam się ze względu na już długi okres leżakowania w mojej szafce, więc albo zmieniła im się konsystencja albo zapach. IsaDora Smooth'n Shine błyszczyk z drobinkami, długo utrzymujący się, jednak kolor lekko cukierkowy i jakoś mi nie pasował. Rimmel, Apocalips to tak jak Inglotowa pomadka, kolor iście korektorowy, gdzie ja miałam oczy je kupując, to nie wiem. Ani nikt mi nie powiedział, że beznadziejnie wyglądają. Oriflame, skusiłam się na czerwień, bo próbowałam przełamać się do czerwonych ust. Był to nietrafiony wybór. Ostatnim produktem jest pomadka Maybelline, w dziwnym kolorze. Niestety równie nie trafionym jak nudziaki, dlatego bez żalu ląduje w koszu. 

Jak wyglądają wasze zużycia? 
Jakie macie postanowienia noworoczne? 


Pozdrawiam i do następnego!




9 komentarzy:

  1. Sporo zużyłaś :)

    Maseczkę z shea z Avonu bardzo lubię :) KIlka lat temu już była w ofercie, ale była gorsza, miała kremowo-żelową konsystencję i nie przypadła mi do gustu. Za to tą polubiłam :) Oliwkową też lubię - przyjemnie nawilża i odpręża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta była kremowa, ale czułam tylko, że twarz jest miękka, a nie nawilżona. :(

      Usuń
  2. Sporo tego zużyłaś!

    Pustaki na pierwszym zdjęciu ładnie wyglądają.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że przypadły Ci do gustu kosmetyki BBW, które dla Ciebie wybrałam. Jakby co - pisz śmiało, mam pod nosem ;) Moje mydełko Da Vinci także ujrzało już denko i pewnie niedługo będę zamawiać kolejne. Chociaż rozważam zakup podobnego z Douglasa, tylko muszę sprawdzić czy jest jeszcze dostępne.
    Sporo Ci tego ubyło - gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu ty mnie tak kusisz? Bardzo dziękuje za propozycję, ale na razie nie skorzystam. W tej chwili cieszę się ubytkami w szufladzie z zapasami. :) Ale jak już będzie pusto, a raczej blisko zera to na pewno się przypomnę! I wtedy skorzystam :)
      Jeśli zdecydujesz się na mydełko z Douglasa to podziel się później opinią!

      Usuń
  4. Na mydełko bawełniane od dawna mam chrapkę, no ale w stolicy jestem tylko przejazdem od czasu do czasu więc i temat odłożony w czasie. Na perfumy także się czaję, to cudowny zapach.. i nie dziwię się Twojego szybkiego zużycia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mydełko było cudne, szkoda że już się skończyło. Sama nie mam do niego bezpośredniego dostępu. Ale zawsze są w naszym pobliżu pomocne osoby :)

      Usuń