sobota, 9 maja 2015

Empties 4/2015

 Cześć! Co u was słychać? Ja znów po drugiej przerwie tu zawitałam. Jak widzicie zmieniła się trochę szata graficzna bloga, która jest zasługą Asi. Dziś zapraszam was na post o zużyciach i parę mini recenzji. Musiałam w końcu zrobić zdjęcia i wyrzucić puste opakowania, żebym miała gdzie wrzucać opakowania z tego miesiąca.

Pat&Rub, rozgrzewający olejek do kąpieli, o zapachu cynamonu, imbiru, goździków i szałwii. Zapach jest charakterystyczny, lekko ostry, jednak wciąż przyjemny. Spodobał mi się od pierwszego użycia, jednak pasuje bardziej na zimowe dni niż na lato. Do wanny zwykle wlewałam ok. 10 kropli, naprawdę niewiele, więc produkt jest bardzo wydajny. The Body Shop, żel pod prysznic o zapachu Moringii, przyjemny, lekki, kwiatowy zapach, który uprzyjemniał kąpiele podczas wyjazdów, najeździł się ze mną całkiem sporo. Dobrze się pienił, więc tu również wydajność była spora. Dostępność produktów TBS w Polsce jest coraz większa, niedawno otworzyli sklep we Wrocławiu, jednak dla mnie to wciąż trochę daleko. Jednak, gdy będę miała okazję i cena będzie przystępna to skuszę się na inne żele. (Poza tymi co mam jeszcze w zapasach). Balea, balsam do rąk z masłem shea i olejem arganowym, był dość tani jak pozostałe produkty Balea, jednak bardzo się z nim męczyłam, miał przyjemny zapach, a jego konsystencja była zbyt lejąca się. Do tego duże opakowanie to była moja zmora. Na szczęście udało mi się go zużyć i odetchnęłam z ulgą. Więcej się na balsam z Balei nie zdecyduję. Ziaja, mydło do rąk z maringą i kokosem, przyjemne mydełko, o ładnym zapachu i kremowej konsystencji, widziałam, że jest więcej wersji zapachowych, będę musiała je jeszcze wypróbować! Sięgnęłam po nie przez przypadek, bo w domu brakło mydła, a trafiłam na tani i fajny produkt, który możliwe, że na dłużej zagości w mojej łazience.
Beyonce, Pulse NYC,  zapach słodki taka mieszanka kwiatów i owoców, główną nutą jest babeczka cupcake i paczula, nutą serca jest orchidea, natomiast nuty głowy to gruszka, malina, granat, jaśmin i piwonia. Nuty zapachowe trafiły w mój gust, jednak albo ja się przyzwyczaiłam szybko do zapachu albo on szybko zanikał, bo po godzinie nie mogłam już nic poczuć. Mój zmysł powonienia nie jest najlepszy, więc mogłabym to zgonić na niego, jednak inne perfumy jestem w stanie poczuć nawet po kilku/kilkunastu godzinach. Teraz dostępnych jest tyle pięknych zapachów, że na pewno do niego nie wrócę. Bourjois, Healthy mix, podkład, który jak wybierałam to chyba miałam klapki na oczach, bo odcień był dla mnie zdecydowanie za ciemny, chyba, że byłam opalona. Po lutowym wyjeździe był mocno eksploatowany i udało mi się zużyć przed magiczną datą na opakowaniu. Mydełko Da Vinci, świetny produkt do mycia pędzli, jednak dość drogi, bo 25zł, a wystarcza mi na 3 miesiące mycia pędzli raz w tygodniu, więc wydajnością nie grzeszy. Ułatwia bardzo sprawę, bo mycie jest szybkie. Jednak, przy Białym Jeleniu jak namydlę pędzel 2-3 razy to korona mi z głowy nie spadnie, a i jego wydajność jest lepsza, a cena jest nieporównywalna. Jacy są wasi ulubieńcy do mycia pędzli? Pupa, puder brązujący, numerka nie podam, bo się starł, a tyle co mam, że już nie pamiętam. Był to puder, który miał 4 paski różnokolorowe, dwa matowe i 2 z drobinami. Kolejny produkt z cyklu "gdzie ja miałam oczy", bo po nałożeniu na policzka to świeciłam się jak bomba choinkowa, a i odcień był porażający. Od dłuższego czasu zalegał w szafce, aż spadł i się rozwalił, więc bez żalu ląduje w koszu. Clinique, liquid facial soap mild, świetne mydło do mycia twarzy, niby produkt jak każdy, jednak teraz używając innego mydła to tęsknie za nim i nie mogę się doczekać kolejnego spotkania, a to już niedługo. Te 150ml starczyło mi na naprawdę, naprawdę długi czas, aż sama jestem zdziwiona, bo nigdy go sobie nie żałowałam. Dobrze sprawdza się przy współpracy z Foreo, więc to kolejny plus, bo bez tego małego urządzenia nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji.
Soap & Glory, 2-in-1 mask and peel, maseczka o której wspominałam, w tym poście.  Lactacyd, płyn do higieny intymnej, kolejne opakowanie, nawet się polubiliśmy. Na razie nie planuję kolejnego zakupu, bo chcę wrócić do mojego ulubieńca z Tołpy. Catrice, camuflage, skusiłam się na nie, gdy zaczęło być o nich głośno na YT i na blogach, magia reklamy. Jednak dla mnie do stosowania pod oczy są za ciężkie, a do tego kolory mi jakoś nie pasują, żeby stosować je na twarzy. I mam w związku z nimi mieszane uczucia, bo dobrze kryją, lekko ściągają i przesuszają, jednak gdy są to produkty mocno kryjące to trudno się dziwić. Jednak nie pasujemy do siebie i ulubieńca będę szukać, gdzie indziej. Z Organique zużyłam kule do kąpieli o zapachu Guavy, z Active Patche, kolagenowe płatki pod oczy, oczywiście opakowanie płatków kosmetycznych z Biedronki. Do tego 3 próbki zapachów, próbkę podkładu z Clarins, który niestety mi się nie sprawdził. Ostatnie próbki to mydełko i tonik z Clinique, które bardzo lubię.

Uff to wszystko. 
A jak wam poszło zużywanie w tym miesiącu?
Życzę wam udanego weekendu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz