niedziela, 12 kwietnia 2015

Soap & Glory, The Fab Pore 2-in-1 Facial Pore Purifying Mask&Peel

 Witajcie!
Jak mija wam ta wiosenna ciepła niedziela? Ja poranek spędzam na domowym spa. 
Dzisiaj chciałabym wam przedstawić maseczkę, którą towarzyszy mi prawie od roku, a na blogu nie było o niej jeszcze ani słowa, a mianowicie chodzi o maseczkę z serii The Fab Pore,  2-in-1 Facial Pore Purifing Mask & Peel z Soap&Glory. 
Niestety maseczka jest jedną z tych trudno dostępnych w Polsce, ale dla chcącego nic trudnego. Jest już sporo stron, które sprzedają kosmetyki, które są dostępne w Wielkiej Brytanii tylko dorzucają swoją marżę i ceny niektórych produktów sporo wzrastają. Na całe szczęście Boots wyszedł nam na przeciw i od pewnego czasu wysyła również do Polski, koszt wysyłki o ile się nie mylę to 10€, to całkiem sporo.*Lush i Rituals za przesyłki życzą sobie tyle samo.*
Ale wróćmy już do samego kosmetyku. Maseczka zapakowana jest w plastikowy, matowy słoiczek, który mieści 50ml produktu i kosztuje 10£, jednak warto polować na promocję 3 za 2, które w Bootsie są bardzo często.*Akurat promocja trwa*
Maseczka przeznaczona jest dla osób z rozszerzonymi porami, używana raz w tygodniu oczyszcza pory, miejscowo zapobiega ich powstawaniu oraz ogólnie oczyszcza skórę, jeśli ktoś zmaga się już z głębszym problemem to powinien maseczki używać dwa razy w tygodniu. I muszę powiedzieć, że na początku zdziwiłam się efektem i byłam zadowolona, że tak szybko maseczka poradziła sobie z moim problemem. Jednak przy dłuższym używaniu i przyzwyczajeniu mojej cholernej buzi do maseczki, z kolejnymi późniejszymi użyciami efekt był ledwo widoczny, więc na dłuższy czas ją odstawiłam i ponownie do niej ostatnio wróciłam. I znowu uzyskałam zadowalający efekt.
 Maseczka ma konsystencję gęstego, zielonego kremu z małymi ziarenkami. Do aplikacji zawsze używam palców, dobrze rozprowadza się na buzi, niewielki nadmiar zostaje na palcach, ale to nie jest nic strasznego. Można jej używać na dwa, a nawet i trzy sposoby. Po pierwsze jako peeling, czyli od razu po nałożeniu należy ją wmasować i zmyć. Drugi sposób to zwyczajna maska, czyli nałożyć na buźkę i pozostawić do zaschnięcia na 15-20minut, nie zasycha ona całkowicie. A trzeci sposób to mój ulubiony, czyli połączeniu dwóch pierwszych. Najpierw nakładam maseczkę na 20minut, pozostawiam ją samą sobie, po tym czasie palce nawilżam wodę i delikatnie masuję twarz i jak widzę, że sporo produktu zostało mi na twarzy i mam jeszcze trochę czasu przed wyjściem albo nigdzie się nie śpieszę to zostawiam ją jeszcze na 10 minut, ponownie masuję twarz i całość zmywam. Jeżeli nie lubicie uczucia chłodzenia po aplikacji kosmetyków to możecie nie polubić się z tą maseczką.
Skóra po jej użyciu jest miękka i przyjemna w dotyku, pory oczyszczone może nie całkowicie, ale tak na 80-95% w zależności od dnia. Z maseczki jestem bardzo zadowolona i myślę, że jeszcze do niej wrócę, gdy zużyję moje obecne zapasy maseczek, a jest ich jeszcze całkiem sporo. 

Miałyście tą maseczkę, a może zmagacie się z tym samym problemem co ja i polecicie mi swoich ulubieńców do walki z rozszerzonymi porami? 

4 komentarze:

  1. Czytam i mój apetyt na nią rośnie, także mam rozszerzone pory i póki co ratuję się glinkami, które u mnie dobrze działają. Lubie także tonik z kwasem glikolowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest warta wypróbowania, może akurat u ciebie dobrze się sprawdzi.
      Glinki lubię, ale z nimi mam więcej roboty, wolę odkręcić słoiczek i nałożyć na twarz maskę.
      Toniku nie próbowałam, ale wpisuję na listę i będę poszukiwać. Polecasz jakiś konkretny?

      Usuń
  2. Ja podobne efekty miałam ze szczoteczką Clarisonic...Najpierw zachwyt, bo część porów zniknęła, a potem znowu wszystko wróciło, więc nadal szukam ideału...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja używam szczoteczki Foreo i na początku był efekt wow, ponad połowa porów jest niewidoczna. To dalej używałam, ale efekt taki się utrzymuje już od dawna... więc przestaje używać i pory wracają ;/ Jak z tym walczyć.;/

      Usuń