niedziela, 25 października 2015

NOWOŚCI / SEPHORA, ESTEE LAUDER, SMASHBOX, LANCOME, MARC JACOBS, BUMBLE & BUMBLE, TARTE, Kat von D, Becca, MAC, AMOREPACIFIC, Dior

Witajcie!
Jak mija wam weekend? U mnie zleciał szybciej niż zwykle. Miałam plany, żeby trochę odpocząć, ale nic mi nie wyszło. Może następnym razem mi się uda trochę odetchnąć. :) Nie przedłużając, bo post i tak będzie długi zapraszam was na przegląd moich nowości, dawno nie było, a trochę mi rzeczy przybyło. Część z rzeczy pochodzi jeszcze z sierpniowych zakupów. I mogą wydać się nieodpowiednie na sezon jesienno-zimowym.


Cofnijmy się kilka tygodni wstecz, gdy temperatura za oknem sięgała 30 stopni, a promienie słońca padały z przyjemnością na ziemię, a my mieliśmy siły i chęci do wszystkiego... pewnego wieczoru buszując po internetach, a wtedy poczyniam największą zakupową destrukcję. Z marką Smashbox nie znam się zbyt dobrze, do tej pory skusiłam się na bazę pod makijaż i bazę pod cienie oraz na kredki do konturowania, które pokazywałam wam w tym poście oraz pudrowe trio, również do konturowania. Ahh jak moda na konturowanie może sprawić, że kupi się kilka produktów do tego samego celu. Tym razem zdecydowałam się na bronzer Bronze Lights w odcieniu Warm Matte, występuje również w odcieniu Deep Matte. Żeby bronzer nie był samotny to do kompletu dorzuciłam mu błyszczyk Be Legendary Lip Gloss w odcieniu Caroline, jak mogłabym go nie wziąć, gdy zobaczyłam taką nazwę. :) 


 Po filmiku Pixiwoo i Chloe Morello, w którym Chloe wspomina o pomadce Estee Lauder, w kolorze Redness, który reklamuje Kendall Jenner. Zapragnęłam jej! Mimo, że nie jestem miłośniczką żywych i rzucających się oczy odcieni. Tego tak po prostu zapragnęłam. Jest to czerwień przełamana koralem.


A, że wakacje trwały to chciałam zapach, który będzie mi je przypominał w kolejnych tygodniach. Zdecydowałam się na Bronze Godess, który przyjechał do mnie wraz z pomadką. W składzie zapachu znajduje się ambra, mleczko kokosowe, drzewo sandałowe, wanilia, wetiwer oraz mirra.



Ostatnio do sprzedaży trafiły najnowszy perfum Lancome, La Vie Est Belle Intense, które są kolejnym punktem na mojej liście nowości. W klasycznej wersji LVEB jestem zakochana, wersja toaletowa również trafiła w mój gust, więc zakup najnowszych perfum był zwykłą koniecznością. :)




Jak pisałam w poprzednim poście, zdecydowałam się na zakup najnowszej palety Urban Decay Naked Smoky. Od pewnego już czasu korciło mnie spróbowanie nowych róży UD, jak również błyszczyków i pomadek (tych jeszcze nie sprawdziłam, ale pewnie już niedługo).


Zakup palety był dobrą wymówką do wrzucenia do koszyka różu Afterglow Blush, przez dłuższą chwilę zastanawiałam się jaki kolor wybrać, bo w Sephorze dostępnych jest sześć odcieni, jednak cała kolekcja liczy dwanaście odcieni. Ostatecznie zdecydowałam się na odcień Obsessed, który jest lekko przygaszonym różem, który na zdjęciu wyszedł na mocny fiolet. ;/


Trochę w ciemno, ale myślę, że z powodzeniem do różu dobrałam błyszczyk z serii Revolution High Color Lipgloss w odcieniu Quiver, w Polsce dostępnych mamy 10 odcieni, cała seria liczy ich, aż 14. Quiver to odcień ciepłej maliny, idealny na jesienne wyjścia, ale myślę, że spokojnie można go nosić cały rok. Mój egzemplarz ma świetną formułę, bo nie klei się, a długo utrzymuje na ustach, jest taki bardziej masełkowaty przy rozprowadzaniu. Jednak odnośnie tych błyszczyków zgadałam się z Iwonką z bloga Iwetto, która ma odcień Kinky i mówiła, że ten ma klejącą formułę, dlatego nie wiem jaka jest u nich zależność. Jeśli jesteście nimi zainteresowane to sprawdźcie je stacjonarnie, a jeśli nie macie takiej możliwości to poszukajcie informacji o interesującym was kolorze na blogach. :)


Mały misz masz, czyli garść zakupów z różnych miejsc.


Uwielbiam pomadki z MACa, a tej jesieni kusiłam się na dość bezpieczny kolor, bo matową Velvet Teddy, która świetnie pasuje do dziennego makijażu. Wydaje się dość neutralna, jednak lekko wpada w brąz.


Od dawna chodziła za mną konturówka Soar, ale wiecznie była wykupiona, jednak w końcu udało mi się ją trafić. Rewelacja, pasuje do wielu moich pomadek, które noszę tej jesieni, więc jest i będzie bardzo eksploatowana. 


Pozostałość wakacyjna, czyli błyszczyk Dior,w odcieniu 433. Brzoskwinka z drobinkami, lekko klejący.

Mimo, że na brak cieni do powiek nie narzekam to po raz kolejny skusiłam się na paletę cieni. Pierwsza z Anastasia Beverly Hills, chciałam sprawdzić jakość ich cieni, bo same ochy i achy słychać w ich kierunku. I teraz to się całkowicie zgadzam i niczemu nie dziwię. Zdecydowałam się na paletę Couture World Traveler.

 
W czasie ostatnich dni VIP skusiłam się na "małe zakupy". Tym razem do koszyka poza kosmetykami do makijażu trafiły też produkty do włosów. Z myślą o zbliżającym się wyjeździe zdecydowałam się na zestaw miniaturek z Bumble & Bumble, w skład którego wchodzi szampon, odżywka oraz sprey do stylizacji z serii Surf. Również B&B, tym razem z serii Thickening pochodzi Dryspun Finish, czyli nic innego jak lakier dodający objętości, który powinno się stosować na mokre włosy. Pokuszę się o szybką recenzję... o mamo, ten lakier działa, moje wiecznie oklapnięte włosy dostają objętości w kilka sekund i od razu lepiej się prezentują! A przy tym nie zostawia sztywnej tekstury na włosach! Polecam, Karolina. :)

 Przez Agnieszkę,z bloga White Praline, skusiłam się na kremowy cień ze Smashboxa w odcieniu Gemstone.


A przez Tati i jej film, o podkładach, w które warto zainwestować skusiłam się na Marc Jacobs Re(marc)able  w odcieniu Bisque Light. Na razie użyłam go kilka razy, ale jego krycie jest zaskakujące. Kolor delikatnie, ciut za ciemny, ale jak na dopasowanie przez internet to i tak jestem zaskoczona, że dobrze trafiłam. :)


Last, but not least, zakupy z amerykańskiej sephory, w których jak zwykle pomogła mi Marta z bloga Hunger for Beauty, którą nazywam już moim kosmetycznym dilerem, a wiem, że tego nie lubi. :) Martuś jeszcze raz dzięki za pomoc ;* Na pierwszy rzut idzie kolorówka, a jakże.


Długo zastanawiałam się nad zakupem rozświetlacza Becca, który powstał w colabie z Jaclyn Hill, Champagne Pop, do tej pory czytałam i słyszałam same pieśni pochwalne pod jego adresem, więc w końcu się zdecydowałam, a że to limited edition to trzeba się spieszyć. O ja głupia, na zdjęciach wydawał mi się bardziej wpadający w różowe złoto, a i na polikach u dziewczyn był jakiś taki inny. Jak go zobaczyłam to od razu pomyślałam o Mary Lou z theBalm i dużo się nie pomyliłam, bo różnią się od siebie naprawdę delikatnie. Użyłam go dopiero raz, więc nie będę wydawać opinii, ale na razie nie jestem zadowolona. Zobaczymy jak będzie później.


Róży ci u mnie dostatek, ale jak widzisz świąteczną paletę róży z Tart to nie przechodzisz obok nich obojętnie, zwłaszcza, gdy gramatura każdego jest naprawdę duża, a cena zachęcająca. Warto szybko decydować się na zakup, bo róże rozchodzą się jak świeże bułeczki. A są fajnie skomponowane, że każdy będzie je używał.


Ostatecznie w moje łapki wpadły jeszcze dwie matowe pomadki z serii Everlasting Liquid Lipstick od Kat von D, w odcieniach Lolita i Beloved. Lolita, jest szaro-sino-fioletowo-różowa, podobna do Richarda z Toma Forda, jednak troszkę ciemniejsza. Lolita natomiast to kwintesencja różu. Pomadki są matowe, po wyschnięciu mogą ściągać usta, więc należy je dobrze nawilżyć przed, jak i po aplikacji (oczywiście już po zmyciu). Długo utrzymują się na ustach. Swatche, które zaschły mi na ręce... były trudne do usunięcia. Widziałam, że Kat wypuściła Lolitę 2, a cała kolekcja składa się z aż 28 pomadek.


Za sprawą Claire, a z pomocą Marty chciałam wypróbować peeling enzymatyczny z AmorePacific, jednak szukając go na stronie natrafiłam na fajny zestaw z tym peelingiem oraz kilkoma innymi produktami, które chętnie wypróbuję. To moje pierwsze spotkanie z marką i jestem ciekawa czy będzie z tego miłość. W skład zestawu wchodzi od prawej pełnowymiarowe opakowanie peelingu enzymatycznego, duża butla Skin Energy Hydration Delivery System, czyli odświeżającej mgiełki do twarzy (nie wiem czy jest to pełnowymiarowe opakowanie, bo nie widzę tego produktu solo na stronie), całkiem spora próbka Treatment Cleansing Oil,  w słoiczku Moisture Bound Refreshing Hydra-Gel oraz Intensive Vitalizing Eye Essence i próbka kremu CC, w dwóch wersjach kolorystycznych.

Uff, to już wszystko. Miałyście, któryś z tych produktów? Co o nich myślicie?
Miłego wieczora! I do następnego :)




























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz