czwartek, 15 września 2016

Subiektywnie po Madrycie #1

Cześć, witajcie!
Ostatnio był krótki przerywnik, który nawiązywał do myśli przewodniej bloga, ale nie martwcie się dzisiaj wracam znowu z postem "wyjazdowym". :D Nie skończyłam jeszcze swojej relacji z Barcelony, ale tak bardziej na świeżo chciałabym wam opowiedzieć trochę o moim ostatnim wakacyjnym wyjeździe do Madrytu. Przyznam od razu, że pora na zwiedzanie miasta była cholernie nieodpowiednia, bo panował straszny ukrop i mimo lekkiego wiaterku było dość duszno. Więc godzinne spacery po mieście były małą udręką. Ale mimo wszystko, od razu lekko zaspojleruję, że miasto jest warte zobaczenia! I z przyjemnością wrócę tam ponownie tylko może późną wiosną/wczesną jesienią ;>

Pałac Królewski

Mimo, że nasz wyjazd zaczął się o 4 rano prawie 3 godziną drogą na lotnisko w Berlinie to na lotnisku w Madrycie byliśmy dopiero po 13. Jeszcze nas zaskoczyli, bo nie otworzyli jednych drzwi, żeby łatwiej i szybciej można było przejść po odbiór bagaży i mieliśmy dodatkowy spacerek po 3 terminalach. Nic przyjemnego. 30 minut latania jak wariat za ludźmi, bo przecież nie wiemy gdzie ukryły się bagaże. Jak udało nam się je znaleźć to zaczęliśmy szukać drogi do metra! Kolejne 20 minut, bo strzałka pokazuje w dół, a faktycznie idziesz do góry. (Przy kolejnym wyjeździe będę już wiedzieć gdzie mam się kierować :D)


Park Madrid Rio


Jak to już zwykle u mnie bywa pierwszy dzień przeznaczam na wolne włóczenie się po mieście i lekkie ogarnięcie w terenie. Myślę, że całkiem nieźle mi to wychodzi, nie gubię się w każdej uliczce, ale jednak małe rozeznanie zawsze jest mi chociaż trochę potrzebne. :)


Metropolis przy Grand Via

Dlatego po zakwaterowaniu w hotelu i krótkim odpoczynku, zrobiliśmy szybką rundkę po mieście, od najbardziej znanej madryckiej ulicy Grand Via do Puerty de Alcala, przy okazji zwracając uwagę na piękne kamienice i Metropolis oraz Palacio de Comunicaciones i Plaza de Cibeles (które akurat było w remoncie).



Puerta de Alcala


Następnie wybraliśmy się odwiedzić niedźwiadka na Placu Sol i nie omieszkałam wstąpić na zakupy do Sephory! Post z zakupami znajduje się tutaj.


El Oso y el Madrono
Mercado de San Miguel

 

Lekko spłukana przeszłam na Plaza Mayor i na targ San Miguel, o którym słyszałam wiele dobrego. I koniecznie chciałam spróbować ich tapas! Pierwszy raz miałam okazję zjeść ostrygi, które smakują podobnie do małż, a wyglądają i pachną trochę gorzej. Naprawdę warto przyjść tu na głodniaka i najeść się do syta. Zaczynając od małych tapas po szynkę jamon, owoce morza, pizze i wiele wiele innych! A do tego zapić pysznym mohito albo świeżym sokiem owocowym!











Najedzeni poszliśmy w dalszą drogę w stronę Teatru Real. A później już nogi odmówiły nam posłuszeństwa i grzecznie wróciliśmy do hotelu. 

Wiedziałam, że Madryt otoczony jest terenem górzystym, ale tam prawie każda droga jest praktycznie nachylona pod jakimś kątem. A pech zawsze chce, że musieliśmy chodzić pod górkę, a nie z górki! Można powiedzieć, że Madryt to europejskie San Francisco :)

Niestety zmęczenie po podróży nie pozwoliło nam zobaczyć zbyt wiele, ale dało lekki obraz miasta  i naszego otoczenia. A swoje większe urokliwe miejsca zostawiło na kolejne dni zwiedzania! 

Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz