Cześć :)
W dzisiejszym poście chciałabym wam pokazać kilka nowości, które zakupiłam w ostatnim czasie. Od kilku dobrych miesięcy w mojej kosmetyczce nie zagościło zbyt wiele nowych produktów. Dlatego jadąc na urlop planowałam to trochę zmienić i wiedziałam, że największe zakupy poczynię w sklepie Lusha, do którego u nas nie mamy niestety dostępu, chyba że wybierzemy się na zakupy do Berlina bądź Pragi.
Pierwszego dnia w Madrycie uderzyłam do Sephory, żeby od razu kupić obiecany Iwonce z bloga Iwetto liner z Kat von D. A przy okazji dla siebie skusiłam się na dwie pianki z Glamglow, ponieważ ich cena była naprawdę kusząca 15€ za sztukę - ok 60-70zł. A u nas w regularnej cenie 150zł. Dlatego od razu do koszyka wpadły dwie :)
Jednakże to nie koniec zakupów w Sephorze, kolejnego dnia znowu lekko zgrzeszyłam, bo skusiłam się na podkład Lock it od Kat von D oraz korektor z tej samej serii. Ubolewam, że produkty Kat von D są u nas niedostępne, bo jest jeszcze kilka kosmetyków, które chętnie wypróbuję. Do koszyka wpadł też nowy róż Air blush w odcieniu Kin & Kisses od Marca Jacobsa. Po kilku użyciach jestem nim oczarowana i chętnie zakupię inne odcienie, tylko na razie nie jest on u nas dostępny. :(
Do Lusha szłam w konkretnym celu... po ich świeże maski, niestety w tych panujących w Madrycie upałach, zakupy musiałam odłożyć do dnia wyjazdu. Skusiłam się na dwie nowe dla mnie maski Cosmetic Warrior, w której znajduje się czosnek! I Brazened Honey z miodem oraz już przeze mnie przetestowaną Ayeshę, którą do tej pory uważam za najlepszą maskę jaką miałam z Lusha. Post o niej znajdziecie tutaj. Przy okazji debatowania nad maskami rzuciłam okiem na cleansery i kupiłam dwa Dark Angels oraz Angels on Bare Skin.
Kolejny raz zdecydowałam się na Grease Lightning na wypryski, chociaż w poście o nim mówiłam, że raczej się na to nie zdecyduję. A jednak! Starczył na naprawdę długo i przy okazji bardzo przypasował mojej mamie! Skusiłam się na peeling z solą morską Rub, Rub, Rub i balsam z arganem Ro's Argan. Nie testowałam ich jeszcze, więc na razie niewiele mogę powiedzieć.
Od zawsze ciekawiły mnie też szampony w kostce. Wybrałam wersję Montalbano z cytryną, rozmarynem i zielonymi oliwkami! Konsultantka skusiła mnie na "maskę" do rąk Golden Handshake z masłem murumuru, awokado i olejem arganowym i palisandrowym.
Zakupy w Lush zawsze kończą się zakupem kul do kąpiel, a odkąd mam wielką wannę tym bardziej chętnie po nie sięgam! Bąbelki to jest to co lubię. Ponownie zdecydowałam się na The Comforter. A nowością jest Honey Bee.
Zakupem ze strefy bezcłowej stał się zapach Black Opium Nuit Blanche, który w sieci budzi mieszane opinie. Dla mnie jest piękny <3, ale ja uwielbiam słodkie zapachy!
Podczas mojej nieobecności do domu dotarła paczka ze SpaceNK, a w niej 3 maleństwa! Nowy podkład z Hourglass, Vanish Seamless Finish Foundation Stick, dłuższej nazwy nie dało się wymyślić? Ciężki był wybór koloru, bo jest ich aż 26. Wybór padł na Vanilla i myślę, że udało mi się trafić, może nie w 100%, ale tak 95% także jak na strzał prawie w ciemno to i tak nieźle! Głównym prowodyrem tych zakupów jednak okazał się rozświetlacz (który to już z kolei) Face Illumantior w odcieniu Devotion od Laury Mercier. Chciałam kupić nowe rozświetlacze z Cover FX, ale że kolory, które mnie interesują niestety nie były dostępne to na pocieszenie kupiłam Clear Cover Invisible Sunscreen Broad-Spectrum SPF 30. Mimo, że lato się już kończy filtry przydają się przez cały rok. A ten może okazać się fajnym rozwiązaniem!
Ufff... i to by było na tyle.
Dotarłyście do końca? Bo ja z ledwością.
Miłej niedzieli wam życzę!
Pozdrawiam i do następnego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz