niedziela, 3 sierpnia 2014

Zakupowe szaleństwo czerwiec i lipiec

Przez to, że ostatnio zaniedbałam bloga to nie pojawiło się tu kilka rzeczy, które "przybyły" mi w czerwcu, więc może się wydawać, że lekko poszalałam. Nie ma co się tłumaczyć i tak w lipcu poszalałam, ale chciałam, żeby zrobiło mi się trochę lżej na sercu, że niby to wszystko kupiłam w dwa miesiące, a nie prawie, że w jeden.
Wciąż próbuję walczyć ze swoim zakupoholizmem, ale słabo mi to wychodzi. Najlepiej jest, kiedy nie chodzę po drogeriach, centrach handlowych ani nie odwiedzam stron drogerii internetowych! Portfel się cieszy i ja też. Jednak nie zawsze potrafię się powstrzymać i dlatego dziś tu może powstać mały tasiemiec, jednak postaram się streścić jak tylko mogę.

 Na pierwszy urlop wyjechałam już 1 czerwca, trochę z zaskoczenia, bo dopiero w piątek wpadł taki pomysł, żeby pojechać, a w niedziele wieczorem byłam już na miejscu. Więc pakowałam to co miałam pod ręką i żadnych nowych zakupów poczynić nie mogłam, bo nie miałam czasu. W niedziele miałam ostatni egzamin, do którego musiałam się jeszcze przygotować.
Brałam co miałam, resztę co potrzeba stwierdziłam, że dokupię. Pierwszym zakupem jaki poczyniłam był balsam po opalaniu, znając zachowanie mojej skóry w latach wcześniejszych wolałam się ubezpieczyć, chociaż trochę. Dlatego kupiłam zwykły balsam chłodzący z dodatkiem octu z oliwek, hmm. Nie było tego czuć. Dawał przyjemne uczucie. Ale słabo nawilżał. Kosztował naprawdę niewiele jak na hiszpańskie realia, bo tylko 1,50€ w supermarkecie Mercadona.
Leciałam samolotem tylko i wyłącznie z walizką podręczną, więc nie mogłam zabrać zbyt wiele płynów na pokład. Trochę spierdzieliłam sprawę nie zabierając swojego kremu do twarzy Vichy z SPF 30 albo 50 i musiałam kupić inny.
Jak zobaczyłam ceny filtrów z Nivea, Gariner i inych to złapałam się za głowę, bo wołali za nie jak za złoto. Serio! Filtry, z Nivea, które u nas były po 20-30zł tam kosztowały 17€, stwierdziłam, że na 2 tygodnie tyle za filtr nie dam. I pokusiłam się na firmowe filtry z Mercadony, bo kosztowały po 5€, więc miałam 3 w cenie jednego Nivea. Zrobiłam deal!
I gdyby mi ktoś powiedział co mi się stanie później, w życiu nie oszczędzałabym na tych filtrach, a może poszłabym do apteki i za te 17€ kupiła filtr z Vichy bądź LRP. Po tej nieszczęsnej 50tce miałam spaloną skórę głowy przy włosach. Tzn nie linie czoła, po prostu od czoła w głąb włosów. Aż tam się nie smarowałam!
Z 30stką do ciała wcale nie było lepiej, plecy spalone na raka, przez 2 dni nie mogłam ich dotknąć, nie daj się na nich położyć. A jak wysmarowałam sobie nią nogi i stopy to do tej pory widać ślady!
Z takimi przebojami z wysokimi filtrami to byłam użyć się tej nieszczęsnej 6stki.
Cała trójka po wakacjach z hukiem wylądowała w koszu!
NIKOMU NIE POLECAM!
Mimo, że naprawdę wiele osób na plaży ich używało, do mnie one nie przemawiają.
Nie wiem czy to przez to, że byłam biała jak ściana i wystawiłam się na słońce, ale nie leżałam plackiem cały dzień tylko 2-3h na początku i to w godzinach popołudniowych. ;/ Więc już słońce było słabsze!
Ostatnim zakupem tego urlopu było duo żeli pod prysznic z Le Petit Marseiliais, które kosztowało 2,95€. U nas za jeden żel 400ml musimy zapłacić ok. 18zł! A tu dwa za 12zł! Deal życia. Tylko nie mogłam zabrać ze sobą do samolotu. Do tego kupiłam je hurtem, bo aż 3 zestawy. Na zdjęcie załapał się tylko jeden. Następne będą w denkach. Ale nie mogłam odpuścić. Zwłaszcza, że tydzień po moim powrocie rodzice wyjeżdżali na 6 tygodni i przejeżdżali przez miejscowość, w której byłam u znajomych, więc zabrali małą paczkę. Żeli nigdy dość, zwłaszcza na wakacjach, gdzie są 4 osoby i kąpią się przynajmniej raz dziennie.
To koniec czerwcowych zakupów. Czas na lipiec.

 W lipcu wybrałam się na spotkanie do Douglasa z przedstawicielami marki Clinique, kilka dni wcześniej zadzwoniła do mnie pani z D, czy chciałabym wziąć udział w spotkaniu. Z chęcią się zgodziłam, bo od dawna czaiłam się na zestaw 3 kroków, ale nie wiedziałam, który wybrać.
Na początku była prezentacja przeprowadzona przez panią dermatolog Wiesława Sudnik oraz główną wizażystkę marki Ewa Wierzbica. Zostały nam przybliżone produkty do pielęgnacji i do jakiego rodzaju skóry najlepiej je stosować.
Następnie mogłyśmy skorzystać z konsultacji, aby dobrać indywidualnie odpowiednie kosmetyki. Przeprowadzona była szybka ankieta, jakie problemy mamy ze swoją skórą i zostały określone kosmetyki, które powinnyśmy stosować.
Myślałam, że mam skórę suchą, a wyszło, że jest mieszana, bo suche policzki i tłusta strefa T.
Za samo przyjście dostałyśmy upominki, kilka miniaturek kremów oraz mini błyszczyk i mini chubby stick.
Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie kupiła i skusiłam się na róż, który bardziej wygląda jak rozświetlacz Fresh Bloom w kolorze Peony Bland, z pięknym wytłoczonym kwiatkiem oraz Chubby Stick Intense w kolorze Heftiest Hibiscus.  
                                                 

 Duży krem Superdefense SPF20 kupiłam od znajomej za mniej niż połowę ceny wyjściowej, bo tylko 80zł. A jest nówka sztuka.

 Kupiłam również to po co wyjściowo poszłam, czyli System 3 kroków, typ skóry 2. Liquid Soup było w promocyjnej cenie, bo za tubę 150ml zapłaciłam 49zł. Przez panią Anię został mi dobrany łagodny tonik oraz lotion nawilżający, który sam jak i w zestawie z mini mydłem i tonikiem kosztuje tyle samo. Dość sporo, bo 175zł. Mam tylko nadzieję, że będzie wydajny!

Na początku miesiąca na stronie Douglasa trwała promocja -20% na wszystkie produkty do ust. Teraz jest -20% na produkty do oczu, promocja trwa tylko do poniedziałku!

Jeszcze przed wyjazdem skusiłam się na kilka produktów.
Pierwszy to pomadka MAC z serii Viva Glam Rihanna, mam już jedną, ale ten egzemplarz kupiłam dla mamy. Mam nadzieję, że jej się spodoba. :) I będzie jej pasował. A jeśli nie to ja go chętnie przygarnę, bo w swojej jestem ZAKOCHANA!
 Przez Iwonkę, z bloga Iwetto, zapragnęłam mieć matowe pomadki z NYXa, zdecydowałam się na Amsterdam i Antwerpię.

I jak już przeglądałam ofertę NYX to w oko wpadły mi dwa Fixery jeden normalny, drugi matowy. Skorzystałam z rabatu -10% i tak wpadły mi do koszyka. Do końca września rabat 10% na wszystkie produkty na stronie Douglas to 043EFPL.

Kolejne zakupy zrobiłam w stacjonarnym sklepie KIKO, w centrum handlowym La Zenia.
Skusiłam się na 2 lakiery do paznokci w odcieniach 283 i 360. Oraz kremowy cień z kolekcji Colour Shock w odcieniu 100 Innocent Rose.

Ostatnie zakupy miały miejsce w strefie bezcłowej na lotnisku. Kupiłam tonik Clinique, na zapas, bo miał naprawdę atrakcyjną cenę jak za butlę 400ml. I mydło 200ml, też w zapasie. Bo przed wyjazdem próbowałam miniaturek i dały radę z moimi zatkanymi porami! Więc na pewien czas znalazłam swoich ulubieńców do walki z kiepskimi polikami! Do tego przy zakupie 2 produktów Clinique, dostawało się gratis puchę z miniaturkami.
W puszcze znajdował się tonik Take the day off, miniaturka maskary, mini krem superdefence i mini błyszczyk. Chubby stick i drugi błyszczyk to te same, które dostałam w Douglasie.

Po filmiku Marleny na YT , zapragnęłam pomadek z Estee Lauder, na strefie kosztowały niewiele ponad 100zł, więc skusiłam się na dwie. 430 Dominant i 320 Defiant Coral.

Dominant

Defiant Colar

 Jeśli dobrze liczę to przez te dwa miesiące kupiłam 25produktów. Ciekawe jak wyjdzie denko i czy się w nim zmieściłam :D
W następnym poście będzie małe podsumowanie!

Życzę wam przyjemnego wieczoru!

2 komentarze:

  1. Widzę, że Clinique zdominował Twoje zakupy :D Napiszę Ci to za każdym razem, czyli świetne nowości!
    Mam nadzieję, że lip cream z NYXa sprawdzi się równie dobrze.
    Btw świetny szablon, zmiana zdecydowanie na plus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam tą dominację przy tworzeniu posta! Myślałam, że nie będzie tak źle, a jednak... dużo tego wyszło.
      Chociaż to zapasy na dłuuuugi czas, mam taką nadzieję :)
      A obiecałam sobie NIE ROBIĆ ZAPASÓW. Jestem cholernie niekonsekwentna :(

      Usuń