piątek, 28 marca 2014

Lush, Ayesha

Na marzec podjęłam się wyzwania dzięki, któremu MIAŁAM OGRANICZYĆ ZAKUPY.
Poległam na całej linii. Do połowy miesiąca myślałam, że jednak mi się uda, bo zrobiłam tylko zakupy z YR. A przecież nic więcej nie potrzebuję, więc nic nie kupuję.
NIESTETY NIE!
18tego wraz ze znajomymi wybraliśmy się do Berlina, tą wyprawę planowaliśmy od dłuższego czasu i tak się złożyło, że ciotka miała samolot z Berlina do Hiszpanii, a jak już ją zawożę to od razu udam się do sklepów, powiedziałam o tym reszcie i pojechaliśmy.
Cóż zakupy miały być czysto ubraniowe, a głównym punktem wyprawy miał być Primark.
Ja jednak od kupowania ciuchów wolę kosmetyki. Sprawdziłam jakie sklepy są w okolicy i wiedziałam, że nie wyjdę z nich z pustymi rękami. Chyba, że ich nie znajdę!
Znalazłam!
Na SZCZĘŚCIE w The Body Shop nie mieli żadnej fajnej promocji, a ceny regularne skutecznie mnie odstraszają to nie kupiłam nic.


 W Lushu nie miałam tyle szczęścia i dlatego tu dziś jesteśmy.

Chciałabym wam przedstawić maseczkę Ayesha. Opisana jest po niemiecku, a ja znam tylko kilka słów. Więc wybaczcie mi, ale opisem będę się posiłkować z KWC i strony producenta.

Maseczkę kupiłam, ponieważ moje pory dają mi ostatnio nieźle popalić, są strasznie pootwierane i wyglądam jakbym miała dziury na polikach. A przez to żaden makijaż nie wygląda dobrze i nie ma mowy o zrobieniu zdjęcia.

Po konsultacji z panią ekspedientką - całe szczęście płynnie mówiącą po angielsku, która była bardzo cierpliwa, miła i wyrozumiała. Odpowiedziała mi na każde pytanie - a wierzcie mi było ich sporo. To były moje pierwsze zakupy w Lush i w sumie sama nie wiedziałam co chcę kupić.

Ayesha to maska wygładzająca przeznaczona jest dla osób z cerą problemową i chcących wygładzić zmarszczki.
Do stworzenia maski użyto świeżych szparagów, których delikatne enzymy zetrą martwy naskórek i sprawią, że będziemy wyglądać gładko i świeżo.
Ziemia Fuller i oczar wirginijski absorbują bród i olej, pomagają w napięciu skóry, natomiast ocet i olej z czarnego bzu pomagają wyrównać balans i kolor skóry. A miód sprawia, że nasza skóra jest odżywiona. Użyto tu również kiwi, ale nie wiem w jakim celu :)
Producent uważa, że maska jest idealna do użycia przed wielkimi wyjściami, ponieważ po użyciu nasza skóra będzie ściągnięta, rozświetlona i pięknie ożywiona.


Na niemieckim opakowaniu jest napisane, żeby nałożyć maseczkę na 5-10 minut. Na angielskiej stronie 10-15. Ja czekam, aż porządnie zastygnie na twarzy, delikatnie zwilżam wodą i tym co pozostało robię peeling.
Po użyciu twarz jest głodka jak pupka niemowlaczka, ale efekt utrzymuje się do 2 góra 3 dni. Po czym należy maseczkę powtórzyć. Dla mnie optymalnym użyciem były by 3 razy w tygodniu.

Maseczka ma dość kremową konsystencję, a w środku znajdują się kawałki owoców? bądź szparagów. Dość łatwo się ją aplikuje. Jednak ma charakterystyczny zapach, który nie każdemu może pasować. Gdy wąchałam ją w sklepie wydawał się fajny, ale po nałożeniu na twarz musiała minąć chwila, aż się do niej przyzwyczaiłam. Osoby, które nie lubią mocno pachnących kosmetyków mogą się z nią nie polubić.

Jako, że zrobiona jest ze świeżyć produktów należy ją przechowywać w lodówce, a jej termin ważności to niecały miesiąc od wyprodukowania. Jak widać na zdjęciu wyżej. Moja została zapakowana 12. A ja ją zakupiłam prawie tydzień później. Więc mogę ją używać tylko 3 tygodnie. Szkoda, bo opakowanie jest duże i pewnie starczyłaby mi na dłużej. A tak muszę dawać solidną ilość na twarz, żeby się nie zmarnowała.

Ostatnią ważną do wspomnienia rzeczą jest oczywiście jej cena i pojemność opakowania.
Opakowanie zawiera 45ml i kosztuje 10,45€.
Natomiast w UK 75g kosztuje 5,95£.
Próbowałam przeliczyć gramy na ml bądź odwrotnie, ale wszystko zależy od konsystencji. Ale nawet jeśli opakowania zawierałyby tyle samo produktu to w DE płacimy 42-45zł, a w UK 30zł. 
Wiadomo, gdzie zakupy opłacają się bardziej.


A wy co o niej sądzicie?
Sprawdza się u was?





3 komentarze:

  1. Też prędzej kupię sobie kosmetyk niż ciucha czy buty :> Jest to poniekąd frustrujące, bo właśnie powinnam rozejrzeć się za nowymi balerinkami, ale doskonale wiem jak to się skończy- rajdem po drogeriach, a kiedy będę już zmęczona zacznę szukać butów :P
    Co do maseczki to z oczywistych względów jeszcze jej nie używałam. Przez ten termin przydatności raczej się nie skuszę. Zanim do mnie dotrze zdąży się przeterminować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chcesz to mogę ci trochę zapakować i wysłać! Pod 8 jeszcze powinna dość i mogłabyś spróbować :>

      Usuń