piątek, 9 maja 2014

Lush, Grease Lightning


Hej, witam się z wami po krótkiej przerwie.
Weekend majowy już dawno za nami, jutro zaczyna się kolejny. A ja dopiero do was wracam, bo od poniedziałku nie mogę się ogarnąć. I nie wiem co się ze mną dzieje.
Ale wracając do rzeczy, dziś chciałabym wam pokazać produkt, który ma pomóc nam w walce z niechcianymi wypryskami. Praktycznie każdej z nas przydałby się produkt cud, który pomoże nam w trudnych chwilach.
Swoją buteleczkę zakupiłam podczas mojego krótkiego pobytu w Berlinie. 
Akurat miałam kiepski dzień i wyskoczyło mi sporo nieprzyjaciół, więc stwierdziłam, że spróbuję. 
Cena nie jest zachęcająca, bo za buteleczkę o pojemności 50ml trzeba zapłacić ok. 10€, czyli ponad 40zł.
Jak widzicie na zdjęciach opakowanie jest plastikowe, z fajnym dozownikiem, który wyciska nam wystarczającą ilość produktu.
A czym dokładnie jest ten produkt?


 To bezbarwny żel, o zapachu lekko miętowym takim jakby rozgrzewającym. Bo w swoim składzie nie ma mięty. Myślę, że jest to zasługa aloesu. 
A jeśli mowa o składach to poniżej go zamieszczam:
Thyme, Rosemary and Tea Tree Infusion (Thymus vulgaris; Rosmarinus officinalis and Melaleuca alternifolia), Organic Aloe Vera Gel (Aloe barbadensis), Sea Water, Grape Juice (Vitis vinifera), Carrageenan Extract, Lavender Oil (Lavandula angustifolia), Witch Hazel Extract (Hamamelis virginiana), Limonene, Perfume, Methylparaben

Za kojenie i zmiękczenie odpowiedzialny jest organiczny aloes, który pochodzi z upraw Fair Trade (czyli, że pracownicy dostają odpowiednie wynagrodzenie, a w "fabrykach'' nie pracują dzieci), za nawilżenie i zagęszczenie odpowiada  ekstrakt z karagenu, który pochodzi z alg morskich. Uzdrowienie i ściągnięcie zawdzięczamy ekstraktowi z oczaru wirginijskiego. Lawenda odpowiada za balans i równowagę.


Na początku nie wierzyłam, że taki żeluś będzie działał. A jednak, gdy czuję, że powstaje mi na twarzy bądź dekolcie nowy nieprzyjaciel smaruję to miejsce żelem i albo nie powstaje wcale, albo powstaje mały i szybko znika.
Jednak na wcześniej powstaje szkodniki rzadko pomaga, niestety. Ale to też zależało od rodzaju nieprzyjaciela. Bo raz zadziałał i zlikwidował, a raz nie. Warto jednak próbować!

Raczej nie skuszę się na ponowny zakup. Chociaż przy tak małej ilości jaka jest potrzebna do aplikacji to myślę, że produkt starczy mi na długo! Dobrze, że jego termin przydatności mija dopiero w marcu 2015 roku!

Co o nim myślicie? Miałyście?
A może się skusicie?

Miłego weekendu!

2 komentarze:

  1. Nie zazdroszczę weekendu w szkole ;) Ja za to jutro do pracy, także też nie mam kolorowo.
    Żel wydaje się fajny, szczególnie jego formuła. Mam słabość do takich konsystencji.
    Osobiście raczej się nie skuszę, bo odkąd używam mydła Savon Noir oraz termala Uriage nie mam problemów z wypryskami... nareszcie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wypryski pojawiają się tylko czasami. Gorzej mam z zaskórnikami i porami :(( Ale poszukuję rozwiązania.
      Termala mam i bardzo mi przypasował, zwłaszcza po Avene! A Savon Noir miałam próbkę i jakoś tak się nie polubiliśmy. Nie wiem może mi się popsuł, bo długo czekał na swoją kolej.

      Usuń