Listopad zleciał nawet nie wiem kiedy, zbliża się moja ostatnia sesja, pisanie pracy mi nie idzie. A do tego święta, przygotowania i szukanie prezentów. Ał... lubię grudzień, ale w tym roku nadszedł za wcześnie. Jeszcze jakby była atmosfera, a u mnie jej na razie nie widać, bo temperatura wciąż na +, a o śniegu mogę zapomnieć.
W minionym miesiącu na moich ustach najczęściej gościły dwie pomadki, Revlon Just Bitten Kissable w odcieniu Crush Begun i pomadka z matowej kolekcji MAC Fashion Revival.
Coraz lepiej czuję się w kreskach i ostatnio używam żelowego linera z Rimmel, jednak jego konsystencja mi jakoś nie podeszła, dlatego skorzystałam ze sposobu Maxineczki i dodałam do niego kropelkę Duraline z Inglota. Praca z nim od razu stała się lepsza. Jednak "efekt" duraline nie utrzymuje się długo i później znów mam nerwy.
Dużym zaskoczeniem okazał się dla mnie L'oreal Nude Magique Eau De Teint, znany jako puder w płynie. Po jego zastosowaniu solo, skóra wygląda naprawdę nieźle, jednak ja go zawsze delikatnie utrwalam pudrem sypkim i wtedy wytrzymuje na mojej buzi przez cały dzień. Od pierwszego użycia jestem pod jego wrażeniem, jednak problem z dostępnością i to, że opakowanie ma tylko 20ml, a kosztuje ponad 10€, więc ok. 40zł. Za tą cenę możemy kupić podkład o pojemności 30ml. Jednak jeśli uda mi się go dorwać na jakieś promocji, gdy będę w Niemczech to na pewno wpadnie do mojego koszyka. Po skończeniu bazy Artdeco, musiałam znaleźć dla niej godnego następce, w okresie przejściowym używałam cieni w kremie, a od października kumpluję się z bazą z theBalm, Put a lid on it. Baza jest delikatna ma konsystencje lekkiego kremu wg mnie lekko podchodzącego pod żel.
W minionym miesiącu na moich ustach najczęściej gościły dwie pomadki, Revlon Just Bitten Kissable w odcieniu Crush Begun i pomadka z matowej kolekcji MAC Fashion Revival.
Coraz lepiej czuję się w kreskach i ostatnio używam żelowego linera z Rimmel, jednak jego konsystencja mi jakoś nie podeszła, dlatego skorzystałam ze sposobu Maxineczki i dodałam do niego kropelkę Duraline z Inglota. Praca z nim od razu stała się lepsza. Jednak "efekt" duraline nie utrzymuje się długo i później znów mam nerwy.
Dużym zaskoczeniem okazał się dla mnie L'oreal Nude Magique Eau De Teint, znany jako puder w płynie. Po jego zastosowaniu solo, skóra wygląda naprawdę nieźle, jednak ja go zawsze delikatnie utrwalam pudrem sypkim i wtedy wytrzymuje na mojej buzi przez cały dzień. Od pierwszego użycia jestem pod jego wrażeniem, jednak problem z dostępnością i to, że opakowanie ma tylko 20ml, a kosztuje ponad 10€, więc ok. 40zł. Za tą cenę możemy kupić podkład o pojemności 30ml. Jednak jeśli uda mi się go dorwać na jakieś promocji, gdy będę w Niemczech to na pewno wpadnie do mojego koszyka. Po skończeniu bazy Artdeco, musiałam znaleźć dla niej godnego następce, w okresie przejściowym używałam cieni w kremie, a od października kumpluję się z bazą z theBalm, Put a lid on it. Baza jest delikatna ma konsystencje lekkiego kremu wg mnie lekko podchodzącego pod żel.
Brozner Rouge Bunny Rouge, Jakby lato się nie skończyło. Mam go już dość długo i przeszedł sporą drogę, bo najpierw był u mojej ciotki, później mamy, a teraz ja cieszę się jego obecnością. Pierwsza z pań stwierdziła, że jednak nie lubi bronzerów, druga za mało się malowała, a mi szkoda było, żeby się marnował, więc zabrałam do siebie. :) W opakowaniu widać na nim drobinki, jednak ani jedna nie zostaje na twarzy po nałożeniu, policzki są matowe. Kolor nie wpada w ceglasty, więc nadaje się do konturowania *tak myślę, a raczej ja go tak używam*, ma już całkiem niezłe denko, ale spokojnie posłuży mi przez jeszcze długi czas. Chyba, że wcześniej mi spadnie i się pokruszy *a znając moją sierotowatość, może tak się stać*. Żeby uwypuklić kości policzkowe, w lekkim dziennym makijażu, czyli takiego jakiego lubię najbardziej, używam Becca, Beach Tint Shimmer Soufflé w odcieniu Guava/Moonstone. Nałożony palcem/pędzlem na policzkach daje idealną poświatę, makijażowi dodaje świeżości. A ja jestem w siódmym niebie. Jedyne zatrzeżenia jakie mam to opakowanie, gdyby było ciut większe, aby pędzel mógł tam spokojnie wejść i zamachnąć się to byłabym najszczęśliwsza na świecie. Z chęcią zaopatrzę się w inne kolory, a jest ich jeszcze 5. Jednak z dostępnością produktów Becca jest mały problem. Chociaż znalazłam jedną stronę na której teoretycznie mogłabym dokonać zakupu, jednak kosztuje tam 155zł, a na stronie sephora.com 27$, więc jest to duża różnica.
| Po lewej bronzer Rouge Bunny Rouge, a po prawej Tint Becca |
Tak prezentują się moi ulubieńcy listopada, a co wpadło do waszego kuferka ulubieńców?
Podzielcie się swoimi topowymi produktami, może poznam kilka perełek.
Buziaki!
Ja również używam duraline do żelowego linera Maybelline , aplikacja jest o wiele łatwiejsza.. i u mnie trzyma się bez skazy wiele godzin.
OdpowiedzUsuńJa to zawsze mam problem ze zmyciem linera, normalnie jakby przywarł do powieki :D
Usuńkolory szminek bardzo moje!:) reszty niestety nier znam, oprocz duraline:P w moich ulubiencach m.in. balsamy do ust maybelline i woda rozana z KTC :)))
OdpowiedzUsuńMuszę sprawdzić wodę różaną, wiele razy o niej słyszałam, a nigdy jakoś nie było mi po drodze :)
UsuńPomadka z Mac'a piękna, uwielbiam takie kolory na jesień/zimę i sama noszę często ciemnoczerwone usta :)
OdpowiedzUsuńCiemnoczerwone usta dodają charakteru, a pomyśleć, że kiedyś w ogóle nie lubiłam czerwieni ;)
UsuńSzkoda, że w PLN ten podkład nie jest dostępny :(
OdpowiedzUsuńWielka szkoda, bo jest to naprawdę bardzo dobry podkład.
UsuńA jak z odcieniami? Mogliby chociaż do jakiejś drogerii online wstawić :-)
UsuńZ odcieniami jest mały problem, bo z tego co pamiętam to jest ich tylko 5-6. I tylko dwa są w miarę jasne, więc gama kolorystyczna jest dość słaba.
UsuńTo szkoda jeśli tak :-) Same przeszkody z tym podkładem :-)
Usuń