wtorek, 24 stycznia 2017

Ulubieńcy 2016 - pielęgnacja

Hej!
W zeszłym roku obiecałam post z ulubieńcami roku... nie udało mi się dotrzymać słowa, więc teraz nawet o nim nie wspomniałam, a oto jestem!

Najlepsze i bezkonkurencyjne kosmetyki jakie dane było mi używać w 2016 to dobroci z Antipodes, pokochałam krem pod oczy Kiwi Seed Oil, krem na dzień Vanilla Pod, serum Hosanna oraz serum Workship. Bardzo chętnie sięgałam po maseczkę nawilżającą Aura. Pod koniec roku polubiłam się bardzo z kremem do mycia twarzy Hallelujah. Natomiast serca mego nie skradły tak bardzo jak pozostałe kosmetyki... krem na noc Avocado Pear, serum Divine Face Oil. Nie są to złe kosmetyki tylko po prostu nie miałam przyjemności z ich używania. Efektów wymiernych też nie widziałam, normalnie nawilżona skóra. Do zapachu kremu na noc szło się przyzwyczaić i po pewnym czasie stał się znośny i lubiany, ale z serum do końca z tego powodu się męczyłam.


Najlepszym peelingiem okazał się Amore Pacific. O którym pisałam tutaj. Jednym z ulubionych akcesoriów była jak zwykle Luna Mini, która do tej pory jeszcze nie doczekała się recenzji. A to był przewrót w mojej pielęgnacji. 



 Ulubionymi maseczkami były te z Origins, a w szczególności Drink Up Intensive, Clear Improvement oraz Modern Friction. Di tego grona dołączyła maska z Sephory Mud mask oraz dwie maseczki z Lush obecna na zdjęciu Don't Look At Me oraz kiedyś tu opisywana Ayesha. Z którą poznałam się w 2014, a w 2016 ponownie do niej wróciłam. Wiem,  że w tym roku też się na nią skuszę.



Do mycia ciała najchętniej sięgałam po pianki z Rituals, najbardziej pasowała mi wersja biała Zensation i zielona Tai Chi. Bardzo podoba mi się formuła najpierw żel, a po chwili pianka, która sprawia, że produkt staje się bardzo wydajny. Nie zliczę chyba ile opakowań w tym roku zużyłam, ale wiem, że zapasy się kończą i będę musiała je ponownie uzupełnić. Już niedługo... bo nie wyobrażam sobie już kąpieli bez nich. 


Od dłuższego czasu do włosów używam kosmetyków Davines, szampon i odżywka z serii Nou Nou w mojej łazience zagościły już kolejny raz i tym razem to w wielkim opakowaniu. Kolejny raz do nich wróciłam, a nasza przygoda zaczęła się już w 2014 roku.


Ostatnimi ulubieńcami są pasty do zębów, taki zwyczajny produkt, a jednak. Można znaleźć coś do stosowania z przyjemnością, a nie "z przymusu". Bardzo polubiłam pasty Marvis zwłaszcza białą, wersję wybielającą. Jednak z moimi wrażliwymi zębami nie mogę jej stosować codziennie, niestety. Szkoda tylko, że są tak ciężko dostępne, a i cenę wszędzie mają straszną. Normalnie we Włoszech ceny są podobne do naszych past blend-a-med. :( A w internetach chodzą po 20-90!!! złotych. Paranoja :(


I to by było na tyle, jeśli chodzi o moich ulubieńców roku 2016.
Co u was trafiło do tej kategorii? Jestem bardzo ciekawa. Dajcie znać!


Pozdrawiam



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz