Hej!
W zeszłym roku obiecałam post z ulubieńcami roku... nie udało mi się dotrzymać słowa, więc teraz nawet o nim nie wspomniałam, a oto jestem!
Najlepszym peelingiem okazał się Amore Pacific. O którym pisałam tutaj. Jednym z ulubionych akcesoriów była jak zwykle Luna Mini, która do tej pory jeszcze nie doczekała się recenzji. A to był przewrót w mojej pielęgnacji.
Ulubionymi maseczkami były te z Origins, a w szczególności Drink Up Intensive, Clear Improvement oraz Modern Friction. Di tego grona dołączyła maska z Sephory Mud mask oraz dwie maseczki z Lush obecna na zdjęciu Don't Look At Me oraz kiedyś tu opisywana Ayesha. Z którą poznałam się w 2014, a w 2016 ponownie do niej wróciłam. Wiem, że w tym roku też się na nią skuszę.
Do mycia ciała najchętniej sięgałam po pianki z Rituals, najbardziej pasowała mi wersja biała Zensation i zielona Tai Chi. Bardzo podoba mi się formuła najpierw żel, a po chwili pianka, która sprawia, że produkt staje się bardzo wydajny. Nie zliczę chyba ile opakowań w tym roku zużyłam, ale wiem, że zapasy się kończą i będę musiała je ponownie uzupełnić. Już niedługo... bo nie wyobrażam sobie już kąpieli bez nich.
Ostatnimi ulubieńcami są pasty do zębów, taki zwyczajny produkt, a jednak. Można znaleźć coś do stosowania z przyjemnością, a nie "z przymusu". Bardzo polubiłam pasty Marvis zwłaszcza białą, wersję wybielającą. Jednak z moimi wrażliwymi zębami nie mogę jej stosować codziennie, niestety. Szkoda tylko, że są tak ciężko dostępne, a i cenę wszędzie mają straszną. Normalnie we Włoszech ceny są podobne do naszych past blend-a-med. :( A w internetach chodzą po 20-90!!! złotych. Paranoja :(
I to by było na tyle, jeśli chodzi o moich ulubieńców roku 2016.
Co u was trafiło do tej kategorii? Jestem bardzo ciekawa. Dajcie znać!
Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz