wtorek, 29 kwietnia 2014

Artdeco, róże

Moim pierwszym różem i to dobre 6 lat temu był róż właśnie z ArtDeco, opakowania dużo się nie zmieniły, bo też pochodził z serii magnetycznej, ale zwiększyła się gramatura różu, co według mnie jest dużym plusem dla firmy, bo żyjemy w czasach, gdzie ceny idą w górę, a wielkość produktów maleje.
Opakowanie zawiera 5 gram produktu. Róż kosztuje między 32-38zł.
Róże dostępne są w stałym asortymencie producenta, jak również często są w sezonowych ''kolekcjach''. 

27 - to przybrudzony, ciemny róż, który nałożony w nadmiarze może nas postarzać. Jest matowy, więc zawsze razem z nim używam jakiegoś rozświetlacza, przeważnie jest to Mary Lou. Róż jest dostępny w stałej kolekcji.
38 - delikatny róż z drobinkami, który w zależności od padającego światła albo podbija kolor różowy, bądź delikatnie opalizuje na pomarańcz. Przy tym różu żaden rozświetlacz nie jest już potrzebny, bo sam radzi sobie świetnie z nadaniem ładnego blasku policzkom. Kupiłam go w zeszłym roku, pochodzi z limitowanej serii, wydaje mi się, że wiosennej.
10 - gdy go zobaczyłam na stronie Artdeco, po prostu się zakochałam. Niby nic szczególnego, ot zwykły pomarańczowy róż. Pomyślałam sobie, że świetnie sprawdzi się do zwykłych, codziennych makijaży. Doda polikom koloru i trochę ożywi mi twarz. Pochodzi z wiosennej limitowanki 2014.
Najbardziej jednak lubię 38. Bardzo przypomina mi róż z theBalm, który bywa często porównywany do Narsowego Orgasmu.
Ich pigmentacja nie jest jakaś super dobra, ale wydaje mi się, że sprawdzą się one u osób, które zaczynają przygodę z makijażem, ponieważ ciężko sobie nimi zrobić krzywdę. A przecież zawsze można dodać odrobinę produktu.
Jednak ich minusem jest pylenie się przy nabieraniu produktu na pędzel, nie jest mocno wzmożone, jednak bywa trochę uciążliwe.
Niemniej jednak, róże są naprawdę wydajne i przy moim małym arsenale wątpię, żebym je do końca zużyła. :)

Co o nich myślicie?

2 komentarze:

  1. Śliczne kolory :) 10 nie dla mnie, ale dwa pozostałe kuszą. W sumie z Art Deco miałam tylko bazę pod cienie, z której do końca nie byłam zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baza się u mnie sprawdza, zużywam już 3 opakowanie. :)
      Chociaż teraz częściej jako bazę sięgam po cienie Benefit :)
      Bardzo lubię ich cienie mineralne, mają fajne kolory, ale tak cholernie się pylą, że ciężko się ich używa.
      Sypańce też są fajne, mam taką śliczną czekoladkę. Chorowałam na nią pół roku, aż uległam.:)

      Usuń